Miller podkreślił, że "problem polega na tym, że agencje ratingowe mają zszarganą wiarygodność i inwestorzy o tym wiedzą, ale poddają się ich dyktatowi". - Agencjom nie podobają się wydatki społeczne i socjalne. Moody’s mówi "obetnijcie te wydatki, to wystawimy wam laurkę" - dodał.


Nie zgodził się z nim były premier Jan Krzysztof Bielecki. - To jest nieprawda. Pan troszeczkę mówi tak, jak się dwadzieścia lat temu mówiło - stwierdził.


Leszek Miller odpowiedział, że "jeżeli Moody’s mówi, że niepokojące jest to, że rząd chce obniżyć wiek emerytalny, albo że boli ich, że wydatki na 500+ to 23 mld zł, to Moody’s mówi, że gdyby nie te wydatki, to nic by ich nie niepokoiło". - Niech Moody’s sam to sobie robi, we własnym kraju, a nie narzuca i dyktuje programy wyborcze krajom. Zwłaszcza takiemu krajowi jak Polska, gdzie miliony ludzi żyją na krawędzi ubóstwa. To pytanie, czyj interes mamy reprezentować? - zaznaczył Miller. - Po czyjej pan jest stronie? Po stronie tych wypasionych kotów, czy po stronie obywateli RP? - zapytał Bieleckiego. - Po stronie mądrości i faktów - odpowiedział mu były premier.

 

- Moody’s nie ocenia żadnego programu wydatkowego rządu w kategoriach bezwzględnych - kontynuował Bielecki. - Moody’s patrzy na to z punktu widzenia ryzyka dla finansów publicznych i mówi coś, co jest elementarną analityką finansową - dodał.


Bielecki wyjaśniał, że agencja zaobserwowała, że w 2016 r. zwiększone wydatki mają pokrycie w jednorazowych przychodach. Jej niepokój budzi źródło przychodów w kolejnych latach, kiedy wydatki mogą jeszcze wzrosnąć. - W związku z tym, jeśli nie mamy pokrycia w przychodach, to widzą problem fiskalny. Oni go nie oceniają. Jeśli ktoś by zadeklarował, że zwiększymy podatki o 50 proc. i w ten sposób doprowadzimy do równowagi fiskalnej, to oni powiedzą, że widzą równowagę i nie ma problemu - dodał.

 

Pawlak: rząd żyje w iluzji


Pogodzić obu byłych premierów próbował Waldemar Pawlak. Jego zdaniem między opiniami Millera a Bieleckiego "nie ma sprzeczności". - Moody’s reprezentuje środowiska biznesowe i gospodarcze, które chcą zarabiać, także na Polsce i w Polsce, a inne cele ma rząd - argumentował.


- Mam wrażenie, że nasz rząd żyje trochę w takiej iluzji, że wszystko można zrobić, trzeba tylko chcieć. Ale to czasami jest tak, ze nieraz te zewnętrze uwarunkowania prostują nawet najambitniejszych i sprowadzają do takiej pokornej postawy - dodał Pawlak.

 

Miller: swobodnie ślizgano się po różnych faktach


Goście programu odnieśli się także do rządowego raportu po 8 latach rządów PO-PSL. - Ten złoty mercedes miał tyle wspólnego ze złotem, co wystąpienie rządu z audytem - podkreślił Miller. - Tam jest mieszanina rzeczy istotnych z nieistotnymi. Rzeczy, które trzymają się faktów, z jakimiś fantazjami i wymysłami - dodał.


- Obywatele usłyszeli, że zabrano im 340 mld zł. A ja chciałbym się dowiedzieć, skąd się to wzięło, na jakich faktach jest to wyliczone? - zaznaczył. - Dosyć swobodnie ślizgano się po różnych faktach - dodał.


Komentując "przepychanki" między PiS a PO, Miller zażartował: - Nic mnie tak nie rozczula, jak skorpiona pożera tarantula. To niech się pożerają.


W kwestii audytu Jan Bielecki zgodził się z Leszkiem Millerem, że wystąpienie premier i ministrów w Sejmie było tylko informacją rządu, a nie audytem. - Jeśli chodzi o to, kto ostatnio zaudytował naszą gospodarkę, to zrobiła to agencja Moody’s, bo ona m.in. spełnia warunki audytu. Jest niezależna, nie jest stroną w konflikcie, zrobiła to na piśmie, ma swój model, który to uzasadnia, ma międzynarodowy autorytet - podkreślił Bielecki. - Agencja pisze o tym, że przez ostatnie lata polska gospodarka wykazywała niezwykłą odporność na wszystkie zawirowania w gospodarce światowej - dodał.

 

Polsat News