W piątek opublikowane zostało zarządzenie w tej sprawie, podpisane przez szefa amerykańskiego wywiadu Jamesa Clappera. Chodzi o zbieranie publicznie dostępnych informacji dotyczących sprawdzanej osoby. Obiektem zainteresowania śledczych nie będą informacje o innych ludziach pojawiających się na profilu sprawdzanej osoby, chyba że w grę będą wchodziły względy bezpieczeństwa narodowego lub potrzeba zgłoszenia przestępstwa.

 

"Dla wielu czytelników może być zaskoczeniem, że rząd dopiero teraz kodyfikuje swe podejście do wirtualnego życia ludzi, którym powierza realne tajemnice" - napisał na łamach gazety "The Hill" szef Krajowego Centrum Kontrwywiadu i Bezpieczeństwa William Evanina. "Mniej zaskakujące może być to, że technologia często wyprzedza politykę" - dodał.

 

Evanina podkreślił, że zarządzenie nie daje śledczym prawa do wymagania od sprawdzanej osoby podania haseł dostępu do jej profili na portalach społecznościowych, zalogowania się na prywatny profil ani podejmowania żadnych innych działań, które skutkowałyby ujawnieniem niedostępnych publicznie informacji.

 

Agencja Associated Press odnotowuje, że ponad 4 miliony obywateli USA ma federalne poświadczenia bezpieczeństwa umożliwiające dostęp do informacji niejawnych.

 

PAP