Na pomysł nowego filmu Wardęga wpadł w taksówce, co opisuje na swoim profilu na Facebooku.

 

  

Ekipa Wardęgi w środku nocy zostawiła w centrum Warszawy nowy rower z zainstalowanymi dwoma niezależnymi systemami GPS i czekała na rozwój wydarzeń. Po 30 minutach złodziej połknął przynętę.

 

Wardęga ruszył za nim miniwanem. Sygnał z GPS widział na ekranie monitora. Po chwili uzbrojony w pistolet (nie wiadomo czy prawdziwy – red.), paralizator i kajdanki wyskoczył z furgonetki i ujął zaskoczonego rabusia.

 

- Ziemia! Ziemia! – krzyczał "Generał Sprawiedliwości"

- Nie jestem złodziejem, znalazłem go. Nie musisz mnie bić – mówił złodziej

- Gleba, gościu! - powiedział Wardęga.

 

Performer opublikował film na swoim profilu na YouTube. Ostrzegamy, zawiera wulgarne zwroty.  

 

 

Zapięty w kajdanki mężczyzna w przypływie szczerości przyznał się do winy. Zdradził, że nie zdarzyło mu się to po raz pierwszy, a na rowerze chciał zarobić.

 

Wardęga zdecydował się wypuścić go, ale za karę zabrał mu… spodnie.

 

Drugi złodziej stawiał opór

 

Kilka godzin później performer namierzył kolejnego złodzieja. Ten nie działał w pojedynkę. Doszło do szarpaniny, interweniowała policja. Wardęga zapowiedział, że film z tego zdarzenia będzie dostępny, gdy obecny klip osiągnie odpowiednią ilość polubień.

 

polsatnews.pl