Ogłoszone w czwartek porozumienie jest ostatnią deską ratunku dla koncernu, który musiał stawić czoło trzeciemu skandalowi w ciągu dwóch dekad. Z powodu najnowszej afery wartość rynkowa Mitsubishi Motors spadła o 3 mld dolarów. Jednak umowa powinna być też korzystna dla Nissana.

 

Drugi co do wielkości japoński producent aut ma bowiem trudności z podbiciem takich krajów jak Tajlandia czy Filipiny, gdzie modele Mitsubishi cieszą się popularnością.

 

Razem, ale osobno

 

Na konferencji prasowej w Jokohamie, na południe od Tokio, gdzie mieści się siedziba Nissana, jego szef Carlos Ghosn powiedział, że obie firmy będą się teraz dzielić technologią i wspólnie ją rozwijać, ale jednocześnie utrzymają odrębną tożsamość, marki i dealerów.

 

- Nissan to Nissan, Mitsubishi to Mitsubishi - niezależna firma z własną strategią i własną dyrekcją - podkreślił Ghosn.

 

- Jesteśmy zdeterminowani, by zachować i pielęgnować charakter marki Mitsubishi Motors. Pomożemy tej firmie stawić czoło wyzwaniom, przed jakimi stoi, zwłaszcza tym, które dotyczą odzyskania zaufania konsumentów - powiedział Ghosn.

 

Nissan głównym inwestorem Mitsubishi

 

Według agencji Kyodo Nissan i Mitsubishi Motors rozszerzą skalę swej współpracy, by rozwijać przyjazne dla środowiska auta nowej generacji.

 

W ramach porozumienia Mitsubishi Motors w październiku wyemituje nowe akcje przeznaczone dla Nissana z 5,3-procentową obniżką w stosunku do środowego zamknięcia, które będą miały wartość 237,4 mld jenów (2,18 mld dolarów). Nissan zostanie głównym inwestorem Mitsubishi Motors, gdyż zgodnie z japońskimi przepisami nieco ponad jedna trzecia udziałów, jakie przejmie Nissan, wystarczy, by kontrolować koncern.

 

PAP