Sygnatariusze odezwy podkreślają, że obecność konduktora w każdym pojeździe komunikacji miejskiej jest konieczna, bo tylko w ten sposób można skutecznie walczyć z pasażerami bez biletu.

 

Wyraża się przy tym przekonanie, że pensje dla takiego personelu będzie można wygospodarować ze znacznie wyższych niż teraz przychodów ze sprzedaży biletów.

 

Wszelkie stosowane dotąd metody walki z jeżdżącymi na gapę, zwanymi po włosku "Portugalczykami", nie przyniosły żadnych rezultatów. Wpływy ze sprzedaży biletów stale maleją, bo kasuje je tylko znikomy odsetek pasażerów.

 

"Niech płacą wszyscy, by płacić mniej"

 

Przywrócenie konduktorów, wskazują autorzy apelu, stanowiłby też dodatkowy element walki z bezrobociem, zwłaszcza wśród młodzieży. Mogliby nimi zostać młodzi ludzie bez pracy. Skorzystaliby na tym także pasażerowie, gdyby, jak się proponuje, mogli kupować w autobusie specjalne tańsze bilety tylko na jeden przejazd, a nie 100-minutowe za 1,5 euro. Niektórzy mają nadzieję na to, że i ta cena najtańszego obecnie biletu dzięki temu będzie niższa. Dlatego jedno z haseł tej inicjatywy brzmi: "niech płacą wszyscy, by płacić mniej".

 

- W Rzymie prawie nikt nie kasuje biletu, jesteśmy pośmiewiskiem Europy" - napisał jeden z mieszkańców stolicy, który poparł petycję.

 

Jestem "Portugalczykiem"

 

Nazywanie, zwłaszcza w Wiecznym Mieście, pasażerów na gapę "Portugalczykami" ma długą tradycję. Epitet ten pochodzi z 1732 roku, gdy otwarty został w Rzymie wciąż działający Teatr Argentina, sfinansowany przez ambasadę Portugalii. W dniu uroczystej inauguracji postanowiono zaprosić wszystkich mieszkających w mieście Portugalczyków na bankiet. Ponieważ nie wydrukowano zaproszeń, każdy przy wejściu musiał powiedzieć, że jest Portugalczykiem. Z tej okazji skorzystali wtedy także liczni rzymianie.

 

PAP