Podbeskidzie grało w ekstraklasie od 2011 roku. Awansowało do najwyższej ligi wówczas, gdy spadła z niej Arka Gdynia. Teraz oba zespoły zamieniły się rolami - zespół z Trójmiasta świętuje właśnie awans po pięciu latach, a "Górale" muszą przełknąć gorycz degradacji.

 

Drużyna Roberta Podolińskiego do finałowej części sezonu przystępowała z najwyższej pozycji w grupie spadkowej, czyli łącznie dziewiątej w ekstraklasie. Na dodatek przez dwa dni - wskutek zamieszania wokół ujemnego punktu Lechii - mogła nawet liczyć na występy w czołowej ósemce. Ostatecznie jednak klub z Gdańska wycofał apelację, co skutkowało m.in. zmianą pozycji Podbeskidzia w lidze.

 

Ta sytuacja najwyraźniej niekorzystnie wpłynęła na "Górali", którzy w dodatkowej części rozgrywek notują bardzo niekorzystne wyniki. W sześciu meczach grupy spadkowej ponieśli aż pięć porażek. Jedyny punkt - w piątek 1:1 z Koroną Kielce - uratowali dopiero w ostatnich sekundach.

 

We wtorek spisali się bardzo słabo. Dwie bramki dla również walczącej o utrzymanie drużyny z Łęcznej zdobył Grzegorz Bonin, a po jednej Przemysław Pitry, Grzegorz Piesio i Bartosz Śpiączka. Jedyne trafienie dla gości - przy stanie 0:4 - zaliczył w 80. minucie Adam Deja.

 

Ostatni "Górale" wciąż mają 20 punktów, zaś ekipa z Łęcznej (14. w tabeli) - 24. Takiej straty Podbeskidzie nie zdoła już odrobić, została tylko jedna kolejka.

 

Górnik na krawędzi

 

Przedostatni w tabeli Górnik Zabrze (22) zremisował u siebie z Koroną Kielce 0:0. Gospodarze w końcówce meczu trafili w słupek. Remis oznacza, że pozostali w strefie spadkowej, ale w przeciwieństwie do Podbeskidzia mają jeszcze szansę utrzymania w ekstraklasie.

 

Ten cel osiągnęła już Termalica Bruk-Bet Nieciecza, która po samobójczym golu Igorsa Tarasovsa w 80. minucie wygrała w Białymstoku z Jagiellonią 1:0. "Słoniki" - trzynaste w tabeli - mają obecnie 25 punktów. W ostatniej kolejce zmierzą się w sobotę u siebie z zabrzanami.

 

Najmniej emocji było we wtorek w Krakowie, gdzie naprzeciw siebie stanęły zespoły pewne utrzymania. Wisła zremisowała ze Śląskiem Wrocław 1:1. Gospodarze prowadzili od 60. minuty po strzale Zdenka Ondraska, wyrównał niedługo później Peter Grajciar.

 

Legia o mistrzostwo

 

Na środę zaplanowano mecze grupy mistrzowskiej. Tego dnia tytuł może zapewnić sobie lider Legia Warszawa. Podopieczni trenera Stanisława Czerczesowa zagrają w Gdańsku z Lechią, zaś wicelider Piast Gliwice zmierzy się na wyjeździe z Ruchem Chorzów.

 

Obecnie piłkarze ze stolicy prowadzą z przewagą trzech punktów nad gliwickim zespołem. Gdyby oba miały na koniec identyczny dorobek punktowy, pierwsza byłaby Legia z racji wyższej lokaty po sezonie zasadniczym.

 

Krorespondencyjny pojedynek z Piastem

 

Przed najbliższymi meczami sprawa jest jasna - zespół Czerczesowa zostanie już w środę mistrzem kraju, jeśli w 36. kolejce Piast nie osiągnie lepszego od niego rezultatu. To oznacza, że Legia może nawet przegrać w Gdańsku, o ile Piast nie zdobędzie punktów w Chorzowie z ostatnim w grupie mistrzowskiej Ruchem. Stołeczny zespół może też zremisować, jeżeli gliwiczanie również zdobędą jeden punkt albo przegrają.

 

W przypadku zwycięstwa w Gdańsku Legia nie będzie musiała patrzeć na wynik Piasta - zapewni sobie tytuł. Byłby to jednocześnie jej szósty dublet, ponieważ w tym sezonie sięgnęła już po Puchar Polski. Wcześniej triumfowała w obu rozgrywkach w 1955, 1956, 1994, 1995 i 2013 roku.

 

PAP