Celem ćwiczeń jest przygotowanie 500 gruzińskich żołnierzy do udziału w siłach szybkiego reagowania NATO. W manewrach bierze też udział 650 wojskowych z USA i 150 z Wielkiej Brytanii.


Prezydent Gruzji Giorgi Margwelaszwili podczas rozpoczęcia dwutygodniowych ćwiczeń w bazie wojskowej Waziani w pobliżu Tbilisi wyraził nadzieję, że jego kraj pewnego dnia stanie się członkiem Sojuszu.


- Gruzja z pewnością zostanie członkiem NATO, gdyż jest to konieczne, by świat stał się stabilny i bardziej pokojowy - zapewnił prezydent.
Są to największe manewry z udziałem sił NATO w Gruzji.


"Ćwiczenia nie mają w sobie nic z prowokacji"


Rosyjskie MSZ nazwało wykorzystywanie przez NATO gruzińskiego terytorium "prowokacyjnym krokiem", mającym na celu zdestabilizować region. W oświadczeniu rosyjskiego MSZ podkreślono, że w manewrach uczestniczą amerykańskie czołgi Abrams M1A2.


W reakcji na to oświadczenie Gruzja odpowiedziała, że wsparcie Rosji dla dwóch separatystycznych republik - Południowej Osetii i Abchazji - jest o wiele bardziej prowokacyjne. Gruzja zerwała stosunki z Rosją po wybuchu kilkudniowej wojny w Południowej Osetii w sierpniu 2008 roku.


Z kolei premier Gruzji Giorgi Kwirikaszwili powiedział we wtorek, że "ćwiczenia wojskowe nie są skierowane przeciwko komuś i nie mają w sobie nic z prowokacji".
Perspektywy wejścia do Sojuszu przed Gruzją otwarto w czasie szczytu NATO w Bukareszcie w kwietniu 2008 roku. Sprzeciw Berlina i Paryża, które obawiały się napięć w stosunkach z Moskwą, uniemożliwił wówczas przyznanie Tbilisi - podobnie jak Kijowowi - planu działań prowadzących do członkostwa, jednak Gruzji twardo obiecano, że może ona liczyć na przystąpienie do Sojuszu w przyszłości.

 

PAP