Propozycja zmiany dyrektywy o pracownikach delegowanych zakłada, że pracownik wysłany przez pracodawcę do innego kraju UE na pewien czas, powinien mieć prawo do takiego samego wynagrodzenia, jak pracownik lokalny, a nie tylko do płacy minimalnej. Najwięcej pracowników delegowanych pochodzi z Polski, która uchwałą Sejmu wyraziła sprzeciw wobec propozycji KE. Zastrzeżenia zgłosiło także dziesięć innych parlamentów państw członkowskich, co spowoduje uruchomienie procedury tzw. żółtej kartki.

 

Procedura "niezwykle korzystna dla Polski"

 

W ocenie wiceszefa MSZ uruchomienie procedury "żółtej kartki" jest niezwykle korzystne dla Polski, a stanowcza opinia parlamentów 11 państw członkowskich tworzy istotny kontekst polityczny. Dodał, że "z prawnego punktu widzenia Komisja Europejska jest zobowiązana jedynie, by przeanalizować i jeszcze raz podjąć decyzję co do dalszych losów swoich propozycji, natomiast z politycznego punktu widzenia jest to bardzo wyraźny sygnał".

 

Według Szymańskiego Komisja powinna zwrócić uwagę na jedną z decyzji porozumienia określającego warunki dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, która zmierza do reformy procedury "żółtej kartki" w ten sposób, by niezgoda parlamentów narodowych oznaczała automatyczną rezygnację z dalszego procedowania nad aktem prawnym. Ustanowienie takiego rozwiązania w unijnym prawie może nastąpić po referendum ws. Brexitu 23 czerwca.

 

- Procedura tzw. czerwonej kartki jeszcze nie działa, ale już się zgodziliśmy, że powinna działać. Zgodziliśmy się - KE również - że taki poziom oporu parlamentów narodowych powinien skutkować odstąpieniem od dalszego procedowania. Jeżeli jest wola, by w większym stopniu szanować wolę parlamentów narodowych, Komisja Europejska powinna podchodzić do tego bardzo ostrożnie i bardzo dobrze uzasadnić swoje stanowisko - powiedział Szymański.

 

- To już jest odpowiedzialność Komisji Europejskiej, co z tym sygnałem z 11 stolic państw członkowskich zrobi, ale byłoby bardzo dobrze, aby Komisja Europejska przywiązywała do tego trochę większą wagę - dodał wiceminister spraw zagranicznych.

 

Propozycja szkodliwa dla wspólnego rynku

 

Szymański uważa, że to także "bardzo silny argument polityczny dla komisarzy europejskich, którzy byli sceptyczni wobec nowych propozycji". - Mam nadzieję, że ci komisarze wykorzystają tę okazję do tego, by przy powtórnej analizie tego tekstu wyrazić swoją opozycję silniej niż to było do tej pory - podkreślił. Pytany, czy Polska może liczyć na wsparcie polskiej komisarz Elżbiety Bieńkowskiej, wyraził nadzieję, że komisarz Bieńkowska, odpowiedzialna w KE za wspólny rynek - dziedzinę bezpośrednio związaną z tą dyrektywą, "wykorzysta ten argument silnie i podniesie jeszcze raz stanowczo swoją opozycję".

 

Jak zaznaczył, propozycje byłyby szkodliwe nie tylko dla Polski, ale również dla kształtu wspólnego rynku. - To jest dyrektywa, która ogranicza konkurencyjność, podnosi ceny usług dla wszystkich obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej i idzie w poprzek zasadom wspólnego rynku - wymieniał Szymański. - Istotą konkurencji jest możliwość proponowania usług swobodnie kształtowanych co do jakości i ceny. Jeśli ktoś zawęża możliwości konkurowania, działa na niekorzyść klientów i konkurencji - podkreślił.

 

Dodał, że rynek obecnie nie pozostawia bez jakiejkolwiek ochrony prawnej pracowników delegowanych. "Mamy dyrektywę wdrożeniową, która dba o to, by nie dochodziło do naruszania praw pracowniczych osób, które świadczą usługi na rynku wspólnotowym" - dodał wiceszef MSZ.

 

Europa Środkowa jednomyślna

 

Według danych udostępnionych we wtorek przez źródła dyplomatyczne zastrzeżenia zgłosiły już parlamenty Polski, Bułgarii, Czech, Danii, Estonii, Chorwacji, Węgier, Łotwy, Litwy i Rumunii. Szymański poinformował, że do grona tych państw dołączyła Słowacja.

 

- Jest to bardzo wyraźny sygnał, że jedność Europy Środkowej, bardzo szeroko pojętej, od Estonii po Chorwację, jest możliwa i może przynosić bardzo konkretne efekty polityczne dla prac legislacyjnych w Unii - zaznaczył.

 

Termin na zgłoszenie przez parlamenty narodowe opinii do propozycji zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych mija we wtorek o północy. Rzecznik KE ds. Christian Wigand powiedział, że dopiero po upływie terminu Komisja potwierdzi, czy faktycznie dostała "żółtą kartkę" do swego projektu i odniesie się do tych zastrzeżeń.

 

PAP