Poinformował o tym we wtorek jego rzecznik, Peter Lawina. Zaznaczył, że Duterte jest świadom, iż zmiany w ustawie zasadniczej będą "wymagać szerokiego konsensusu społecznego i zgody parlamentu".

 

Filipińczycy głosowali w poniedziałek w wyborach mających na celu wyłonienie następcy prezydenta Benigno Aquino. Według wstępnych danych wygrał je Rodrigo Duterte, który według niepełnych jeszcze danych miał uzyskać 5,84 mln głosów, tj. 38,6 proc.

 

Co najmniej 15 śmiertelnych ofiar wyborów

 

Burmistrzowi Davao City udało się zdystansować rywali na tyle, że jego zwycięstwo jest właściwie przesądzone. W świetle filipińskiej ordynacji wyborczej do zwycięstwa wystarcza zwykła większość głosów. Manuel "Mar" Roxas, kandydat, wnuk niegdysiejszego prezydenta Filipin, miał uzyskać 23,12 proc. głosów, a senator Grace Poe - 21,76 proc. głosów.

 

Wybory przebiegały w niespokojnej atmosferze. W atakach na lokale wyborcze zginęło co najmniej 15 osób.

 

 

"Zabiję was", czyli bezpardonowy język nowego prezydenta

 

Duterte, który według przedwyborczych sondaży uznawany był za faworyta, ze względu na styl kampanii i niewyszukany język był porównywany do republikańskiego kandydata na prezydenta USA Donalda Trumpa.

 

Wyborców przyciągnął obietnicami rozprawienia się z plagami nękającymi filipińskie społeczeństwo - przestępczością, korupcją i biedą. Zapowiedział fizyczną likwidację dziesiątków tysięcy kryminalistów.

 

Mówiąc do ludzi zamieszanych w narkobiznes, w sobotę, ostatniego dnia kampanii w Manili, oświadczył: Nie mam cierpliwości, nie ma żadnych kompromisów, albo wy zabijecie mnie, albo ja zabiję was, idioci".

 

Filipińczycy wybierali w poniedziałkowych wyborach także wiceprezydenta, 300 deputowanych i ok. 18 tys. przedstawicieli władz lokalnych. W kraju liczącym ponad 102 mln ludności uprawnionych do głosowania jest 54 mln mieszkańców.

 

PAP