-  Marsz PO, KOD i opozycji dotarł na plac Piłsudskiego. Liczba uczestników wzrosła do 240 000 - poinformował w trakcie marszu na Twitterze Jarosław Jóźwiak, wiceprezydent Warszawy odpowiedzialny m.in. za bezpieczeństwo.

 

 

Ratusz: było 240 tys. osób

 

Podczas niedzielnej konferencji prasowej Jóźwiak potwierdził frekwencję, którą podawał dzień wcześniej. - Według szacunków specjalistów, wieloletnich pracowników Biura Bezpieczeństwa Miasta przez cały marsz przewinę się 240 tys. uczestników - powiedział wiceprezydent stolicy.

 

Jak wyjaśnił "jest to zespół, który zajmuje się liczeniem zgormadzeń w mieście, są to pracownicy z ponad 20-letnich stażem w policji, pracujący mieście od kilkunastu lat. Zabezpieczają oni wszystkie zgromadzanie publiczne i to oni oszacowali tę liczbę na podstawie danych z monitoringu".

 

Wiceprezydent Warszawy tłumaczył też, w jaki sposób służby liczą uczestników zgromadzeń. 

 

- Metoda liczenia jest bardzo prosta. W przypadku manifestacji stacjonarnych zakładamy, że jest to ok. 3-4 osób na metr kwadratowy w zależności od wypełnienia terenu razy liczba metrów kwadratowych, które mamy z danych geodezyjnych. W przypadku osób, które się przemieszczają to jest 1-2 osoby w zależności od gęstości tłumu. To pokazuje skalę i rozmiar tej manifestacji - wytłumaczył Jóźwiak.

 

- Policja podaje, ile było osób na początku oraz ile na końcu. My natomiast podajemy liczbę wszystkich uczestników. Przypomnę, że to nie był marsz stacjonarny, tak jak wskazują służby. To był marsz, który przechodził przez centrum miasta, po drodze dołączali się ludzie, co widać na monitoringu miejskim - dodał wiceprezydent.

 

- Bardzo dużo ludzi czekało na trasie i spontanicznie przyłączało się do tego zgromadzenia. Chociażby na Rondzie de Gaulle`a czekało co najmniej kilkaset osób, a na placu Trzech Krzyży czy choćby wzdłuż al. Ujazdowskich, Nowego Światu i ludzie dołączali się do tego zgromadzenia, stąd my podajemy łączną liczbę - tłumaczył Jóżwiak. Jego zdaniem była "to największa manifestacja od 1989 roku w Warszawie".

 

Policja: na Placu Piłsudskiego było 45 tys. osób

 

Według danych policji, liczba uczestników marszu był znacznie mniejsza. - Liczba 30 tys. osób, którą podajemy, to szacunek wyjściowy, moment, w którym zgromadzenie miało swój początek na pl. Na Rozdrożu - powiedział Mariusz Mrozek, rzecznik stołecznej policji.

 

Zastrzegł, że liczba ta w miarę trwania marszu ulegała zmianie.  

 

- Druga liczba to około 45 tys. osób - dodał rzecznik. Jak wyjaśnił, jest to liczba osób, która w szczytowym momencie przebywała na Placu Piłsudskiego.

 

Podkreślił, że kwestia liczby uczestników wzbudza pewne zainteresowanie i przekaz dotyczący liczby, która pojawia się od wczoraj w opinii publicznej "nie jest dosyć prezycyjny".

 

Policja nie będzie szacować liczby maszerujących

 

Mrozek powiedział, że służby  "nie szacowały i nie będą próbowały  szacować liczby uczestników w trakcie przemarszu manifestacji KOD-u i opozycji, bo była bardzo duża rotacja ludzi".

 

Według niego trudno było oddzielić osoby, które faktycznie demonstrowały swoje poglądy, od tych, które po prostu w tym czasie przechodziły stołecznym Traktem Królewskim.

 

Jak powiedział, szacunkowe liczby uczestników marszu KOD-u odnosiły się do dwóch momentów - początku zgromadzenia na Pl. Na Rozdrożu i jego szczytowego momentu na pl. Piłsudskiego.

 

Bezpieczeństwo przede wszystkim

 

Rzecznik stołecznej policji podkreślił, że służby nie będą  polemizować z instytucjami, które podają inne liczby. - Nie odnosimy się do żadnych statystyk miasta, ani polityków - wyjaśnił policjant.

 

Wyjaśnił także, że celem policji było przede wszystkim zadbanie o bezpieczeństwo manifestujących i warszawiaków oraz zajęcie się kwestiami ruchu drogowego.

 

- Jeżeli mają się pojawiać pytania za każdym razem, ile osób przyszło na zgromadzenie, dlaczego policja szacuje to w taki, a nie inny sposób, to może warto zrobić tak, aby wszystkie zgromadzenia - to mówię troszkę z ironią i uśmiechem - odbywały się na terenie wygrodzonym, a na wejściu powinno się ustawiać kołowroty, które liczą każdego co do jednej osoby - powiedział Mrozek.

 

polsatnews.pl