- Wkalkulowałem ryzyko w tę wyprawę. Nie jestem szalony, choć uważam, że szaleństwem jest... noszenie krawata w pracy - powiedział były komandos, podróżnik z bogatym już doświadczeniem, posiadający obywatelstwo szwajcarskie i południowoafrykańskie.

 

Horn wypłynie z Monako na jachcie "Pangaea", kierując się ku południowej części Afryki. W Namibii chce pieszo przemierzyć pustynię, a w Botswanie w delcie rzeki Okawango śledzić antylopy, płynąc kajakiem lub wpław.

 

Na jego szlaku znajdą się Nowa Zelandia, Papua-Nowa Gwinea, Himalaje, Japonia, Rosja... Łącznie 27 tys. km, w tym 7 tys. na Antarktydzie oraz 8,5 tys. na Grenlandii i w okolicach bieguna północnego.

 

Sanie z żaglem

 

W ekstremalnych etapach w pobliżu biegunów pomocne mu będą sanie wspomagane żaglem, umożliwiające przewożenie 220 kg sprzętu i żywności. Korzystał już z nich podczas jednej z poprzednich podróży. Przy sprzyjającym wietrze i na lodzie potrafił pokonać w ciągu dnia nawet 580 km.

 

- Mam prawie 50 lat, co nie oznacza, że nie można już nic robić. Lubię niepewność, strach. Podczas moich wypraw czuję, że żyję - przyznał.

 

Na pokład jachtu Horn zabierze grupę naukowców oraz osób dokumentujących ekspedycję, a ze swoimi kibicami będzie się kontaktować osobiście poprzez internet. - Dziś można dzielić się wrażeniami dzięki mediom społecznościowym. W ten sposób ludzie mogą podróżować ze mną - dodał.

 

Szczegóły wyprawy mozna poznać na stronie internetowej Mike'a Horne'a.

 

PAP