W manifestacji zorganizowanej w środę wieczorem uczestniczyło ok. 2 tys. ludzi. Doszło do starć z policją. Trzech funkcjonariuszy zostało rannych.

 

Przez cały czwartek Radnewo było praktycznie oblężone. Policja legitymowała od wczesnych godzin popołudniowych wszystkich, którzy próbowali wjechać czy wejść do miasta. Wpuszczano jedynie osoby zameldowane w nim na stałe. Kibice oraz narodowcy z pobliskich miast, którzy sprowokowali utarczki z policją w środę, zostali odesłani z powrotem.

 

"Dzielnica romska siedliskiem przestępczości"

 

Dzięki tym nadzwyczajnym krokom czwartkowa demonstracja przebiegała bardziej pokojowo. Mieszkańcy domagali się wysiedlenia Romów i wyburzenia domów w dzielnicy romskiej, która powstała, jak podkreślali, niezgodnie z obowiązującym prawem, stając się głównym ośrodkiem przestępczości w mieście.

 

Pod adresem policji, która - podobnie jak w środę - nie pozwoliła protestującym przedrzeć się przez ogrodzenia i wejść do dzielnicy zamieszkiwanej przez Romów, kierowano okrzyki: "Mafia" oraz "Ochraniacie przestępców!".

 

Uczestników protestu uspokoiła też zapewne decyzja miejscowego sądu o pozostawieniu w areszcie czterech sprawców poniedziałkowego napadu na kierowcę i bójki, jaka wówczas się wywiązała.

 

 

Mniejszość romska

 

W ostatnich latach w Bułgarii dochodziło do wielu antyromskich wystąpień. W 2011 r. przez kilka tygodni kraj był ogarnięty falą protestów przeciwko przestępczości, której rozkwit był przypisywany właśnie Romom.

 

Władze bułgarskie unikają jakichkolwiek działań, które mogłyby być odczytane jako konfrontacyjne przez środowisko Romów. Licząca niemal 700 tys. mniejszość romska w Bułgarii to również ważna część elektoratu, którego głosów politycy nie mogą lekceważyć.

 

PAP