Deputowany Cabello zapowiedział, iż kontrolerzy będą sprawdzać listy głosów oddanych w kolejnym referendum zapowiedzianym na listopad.

 

- Będą przyglądali się wszystkim podpisom, jednemu po drugim. Jeśli na przykład znajdziemy podpis dyrektora jakiejś instytucji państwowej, będzie musiał odejść, jak bowiem mógłby pozostać na stanowisku ktoś, kto głosuje przeciwko prezydentowi - oświadczył najbardziej zaufany współpracownik Maduro.

 

1,85 mln głosów za referendum

 

Taką deklarację Cabello złożył podczas czwartkowego wystąpienia w telewizji państwowej VTV. Dodał, że "zwykli pracownicy" nie muszą się obawiać takich sankcji, ale apelował do ich "sumienia".

 

Wenezuelska opozycja ogłosiła w poniedziałek, że przekazała Komisji Wyborczej listy, na których 1,85 mln wyborców podpisało się za przeprowadzeniem referendum w sprawie złożenia z urzędu Maduro.

 

Zgodnie z wenezuelskim prawem wyborczym, wystarczyło 200 tys. podpisów, aby Krajowa Rada Wyborcza wydała zgodę na zorganizowanie w listopadzie kolejnego referendum. Jego uczestnicy, aby zmusić obecnego prezydenta do ustąpienia powinni uzyskać większe poparcie, niż Maduro zdobył w wyborach z 2013 roku, kiedy uzyskał ponad 7,5 mln głosów.

 

Wynik może być przesądzony

 

W opinii obserwatorów wynik głosowania jest przesądzony z powodu głębokiego kryzysu ekonomicznego wynikającego ze spadku cen ropy naftowej, błędów w polityce gospodarczej rządu i przede wszystkim trzycyfrowej inflacji, którą spowodowało załamanie się polityki socjalnej władz prowadzonej w ramach "rewolucji bolivariańskiej" Chaveza.

 

Liczenie głosów oddanych w referendum będzie jednak trwało wiele tygodni, dzięki czemu rząd prezydenta Maduro zyskuje na czasie.

 

Zwolennicy prezydenta ze Zjednoczonej Partii Socjalistycznej Wenezueli w rezultacie pierwszych od 16 lat przegranych wyborów z grudnia 2015 roku mają obecnie zaledwie 54 mandaty w liczącym 163 członków wenezuelskim parlamencie. W Wenezueli władzę wykonawczą sprawuje rząd, któremu przewodniczy i który powołuje prezydent.

 

PAP