- W imię jedności (partii) zdecydowałem, że zmiana przewodniczącego będzie bardziej właściwa. Nie będę ubiegał się o przywództwo na majowym kongresie - powiedział na konferencji prasowej w Ankarze.


57-letni Davutoglu zapowiedział, że nie zamierza rezygnować z członkostwa w partii i będzie "kontynuować walkę" jako deputowany partii rządzącej. Wyraził też lojalność wobec prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana, mówiąc, że honor prezydenta jest też jego honorem i zasugerował, że nie będzie brał udziału w działaniach na rzecz podziału partii.


"Nie wybór, lecz konieczność"


Według telewizji NTV i tureckiej CNN decyzja o ustąpieniu Davutoglu zapadła na specjalnym posiedzeniu władz AKP, które odbyło się w Ankarze po pojawieniu się informacji o nieporozumieniach między prezydentem a premierem.


- Z moich ust nie padły i nie padną żadne negatywne słowa w stosunku do naszego prezydenta. Nie czuję do nikogo złości lub niechęci - podkreślił Davutoglu.


Dodał, że jego decyzja nie była "wynikiem wyboru, lecz konieczności" wobec fali zawoalowanej krytyki w szeregach AKP, lojalnych wobec prezydenta Erdogana.


Słabnące wpływy


Jak pisze AP, rozdźwięk między prezydentem a premierem ujawnił się wyraźnie, gdy w ubiegłym tygodniu Komitet Wykonawczy AKP, zdominowany przez zwolenników Erdogana, przejął uprawnienia szefa partii do powoływania liderów lokalnych i prowincjonalnych, co osłabiło wpływ Davutoglu na partię.


Jednak największym dowodem na to, że dni premiera są policzone, był fakt pojawienia się w niedzielę wieczorem na anonimowym tureckim blogu "Wiadomości Pelikana", używanym przez ludzi bliskich Erdoganowi, materiału o rzekomych krzywdach, jakich miał doznać obóz prezydencki od Davutoglu. Premierowi zarzuca się też, że nie jest zwolennikiem faworyzowanego przez Erdogana systemu prezydenckiego.


"Pałacowy zamach stanu"


Lider głównej tureckiej siły opozycyjnej, Partii Ludowo-Republikańskiej (CHP) Kemal Kilicdaroglu oświadczył w czwartek, że odsunięcie od władzy premiera Davutoglu wpisuje się w zabiegi Erdogana o wzmocnienie władzy prezydenckiej. Kilicdaroglu nazwał to "pałacowym zamachem stanu".


- Ustąpienia Davutoglu nie należy uważać za sprawę wewnątrzpartyjną, wszyscy zwolennicy demokracji muszą się przeciwstawić temu zamachowi pałacowemu - powiedział Kilicdaroglu na konferencji prasowej w siedzibie CHP w Ankarze.


Możliwe przedterminowe wybory


Odejście Davutoglu następuje po tygodniach napięć między nim a Erdoganem - pisze Reuters. Wyraża przypuszczenie, że następca obecnego premiera będzie bardziej skłonny do poparcia starań Erdogana o zmianę konstytucji w celu utworzenia w Turcji systemu prezydenckiego, co zdaniem oponentów przyniesie rządy autorytarne.


"Od chwili obecnej na porządku dziennym jest system prezydencki i przedterminowe wybory" - powiedział uważany za bliskiego Erdoganowi szef ośrodka badań opinii publicznej Mak Danismanlik, Mehmet Ali Kulat. Przewiduje on, że wybory odbędą się w październiku lub listopadzie. Byłyby to trzecie wybory parlamentarne w Turcji w ciągu niespełna 18 miesięcy - przypomina Reuters.


Erdogan wybrał Davutoglu na swego następcę jako premiera i lidera AKP po wyborze na prezydenta w 2014 roku. Spodziewano się wtedy, że nowy premier będzie odgrywał drugoplanową rolę przy silnym polityku, za jakiego uważa się prezydenta. Jednak Davutoglu, profesor, dawny doradca Erdogana i były minister spraw zagranicznych, starał się działać niezależnie w wielu kwestiach i ich drogi zaczęły się oddalać - pisze AP. Zaznacza, że Davutoglu udowodnił, że jest bardziej umiarkowany niż Erdogan, który przyjmuje coraz bardziej autorytarny styl rządzenia Turcją.