W czasie dyskusji w środę wieczorem w teatrze Eliseo w Wiecznym Mieście Scalfari stwierdził, że papież mówi tak o sobie, bo wie, że on uważa go za rewolucjonistę.

 

- Nawiązuje do Kościoła, jaki był do 300 roku po Chrystusie, zanim nadeszła władza doczesna - oświadczył Scalfari. Zauważył, że Franciszek chce Kościoła misyjnego.

 

Rewolucjonista, ale nie komunista

 

Ujawnił też, że usłyszał kiedyś od papieża, że bardzo ceni sobie mistycyzm, bo bez niego "Kościół byłby filozofią".

 

Zaproszony na debatę z publicystą sekretarz generalny włoskiego episkopatu biskup Nunzio Galantino wyraził opinię, że nazywanie Franciszka "komunistą", co czasem się zdarza, świadczy o "słabości intelektualnej", bo wtedy - ocenił - "nie chce się zrozumieć, że papież mówi o Ewangelii" i że to ona jest "duszą jego nowego stylu, także w ekonomii".

 

- Jego rewolucyjność oznacza powrót do Ewangelii - dodał biskup Galantino.

 

"Powrót do chrześcijaństwa"

 

Sekretarz episkopatu wywołał entuzjazm i owację słuchaczy zebranych na debacie, gdy odnosząc się do porządków w Kościele przeprowadzonych przez papieża oznajmił: "Według mnie on ma szaloną chęć powiedzieć biskupom, księżom: Po co tu jesteś? Jeśli chcesz robić karierę, jak inni, lepiej, żebyś sobie poszedł".

 

Przytoczono też żartobliwe powiedzenie znanego komika i aktora Roberto Benigniego, który stwierdził kiedyś, że Franciszek chce, aby "Kościół powrócił do chrześcijaństwa".

 

Na pytanie, czy Benigni ma rację, włoski hierarcha odparł: "Myślę, że tak".

 

PAP