We wczorajszym artykule "Financial Times" przypomniał,  że muzeum, którego budowę zainicjował rząd PO-PSL, miało pokazać cierpienia ludzi różnych narodowości. "Teraz rząd chce zrobić z muzeum celebrę nacjonalizmu w stylu PiS" - napisał dziennik.

 

"Walą obuchem"

 

- Poleciłem zaprosić tych dziennikarzy, niech zrobią ze mną wywiad, bo to jest łamanie podstawowych zasad dziennikarskich. Do mnie nikt się nie zwrócił o interpretacje tych kwestii. Zamiast tego walą obuchem - stwierdził miniter kultury i dziedzictwa narodowego.  

 

Zachodnia prasa podkreśliła, że nowe muzeum nie poruszy kwestii tzw. wypędzonych, czyli obywateli Niemiec przesiedlonych po wojnie z Polski.

 

- Ta kwestia miała być w muzeum w dużej mierze dominująca, ala ostatnio dyrektor Paweł Machcewicz, który kieruje tym muzeum w budowie, powiedział, że to określenie ma nie dotyczyć niemieckich wypędzonych, tylko Polaków na Pomorzu i w Wielkopolsce. Tam były brutalne deportacje, także połączone z eksterminacją inteligencji, w początkowym okresie wojny. Jak będzie, zobaczymy - powiedział Gliński.

 

"Nikt nie ma zamiaru ograniczać uprawnień władzy sądowniczej"

 

Minister odniósł się również do ogłoszonej przez PiS potrzeby zmiany konstytucji RP. - Obecna jest bardzo różnie interpretowana. Być może trzeba napisać taką ustawę zasadniczą, która porządkuje i uaktualnia pewne sprawy. Gdy powstawała, nie byliśmy jeszcze w NATO i UE - podkreślił wicepremier.

 

W rozmowie z Dorotą Gawryluk minister stwierdził również, że nie sądzi, by PiS-owski projekt zmian w konstytucji z 2010 roku był aktualny. Sześć lat temu Prawo i Sprawiedliwość chciało m.in. wzmocnić pozycję prezydenta.

 

Gliński, pytany o ewentualne ograniczenie uprawnień władzy sądowniczej, zapewnił, że nikt nie ma takich zamiarów. -  Myślę, że powinna być większa jednoznaczność. Nie może być tak, by konstytucja dawała jakiekolwiek podstawy, by władza sądownicza przypisywała sobie szczególnie uprzywilejowaną pozycję i próbowała rywalizować z suwerenem. Demokracja to rządy ludu - zaakcentował.

 

Sytuację w miastach, których samorządy zdecydowały, iż będą stosować się do wyroków Trybunału Konstytucyjnego, nawet nieopublikowanych, nazwał "rokoszem" i "anarchią".

 

- Przecież te uchwały rad miejskich mogą być zakwestionowane przez wojewodów. To taktyka opozycji, która tworzy anarchię, zamiast przedstawiać jakąś alternatywę programową - stwierdził.

 

Polsat News