Kaliniak dodał, że czas pojawienia się nowej propozycji jest trudny ze względu na obecne starania mające na celu zawarcie porozumienia o zamknięcie szlaków, którymi przemieszczają się migranci, i umowę UE z Turcją.


- W połowie tych bardzo drażliwych rozmów na stół trafia propozycja, która cofa nas o dziewięć miesięcy i nie odpowiada w niektórych aspektach rzeczywistości - powiedział.


Słowacja zdecydowanie sprzeciwiała się systemowi obowiązkowych kwot uzgodnionemu przez kraje członkowskie w ubiegłym roku. Pod koniec ubiegłego roku Bratysława złożyła w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości pozew przeciwko rozmieszczaniu uchodźców na podstawie tego systemu.

 

"To szantaż"

 

Zgromadzeni w Pradze ministrowie spraw zagranicznych Grupy Wyszehradzkiej (V4) także wyrazili sprzeciw wobec proponowanego przez Komisję Europejską stałego systemu dystrybucji uchodźców z konsekwencjami finansowymi dla państw, które mu się nie podporządkują.

 

Szef czeskiej dyplomacji Lubomir Zaoralek oświadczył na konferencji prasowej, że zmiana polityki azylowej stanowi zasadniczą modyfikację reguł Unii Europejskiej i dlatego Komisja powinna brać za punkt wyjścia to, na co zgadza się dostateczna liczba państw unijnych. - Jestem przekonany, że właśnie te zasady, które są zawarte w propozycji, gdzie znów wraca jakaś zasada obowiązkowego rozmieszczania uchodźców, są czymś, na co zgody nie ma. I dlatego mnie ta propozycja zaskoczyła - powiedział Zaoralek.

 

- Jeśli chodzi o tę propozycję, jest ona według mnie szantażowaniem. Jest to po prostu nie do przyjęcia i jest to bardzo nieeuropejski typ propozycji ze strony Komisji - zaznaczył minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto, dodając: "Pomysł kwot jest ślepą uliczką i prosiłbym Komisję, by nigdy więcej nie wchodziła w tę ślepą uliczkę".


Przeciwko obowiązkowym kwotom przyjmowania uchodźców wypowiedział się także reprezentujący na praskim spotkaniu Słowację jej wiceminister spraw zagranicznych Lukasz Parizek.


"Potrzebny skuteczny europejski system azylowy"


- Z naszego punktu widzenia propozycje, mówiąc bardzo ogólnie, idą w dobrym kierunku - powiedział z kolei Seibert na spotkaniu z dziennikarzami w Berlinie.


- Dokładnie zbadamy wszystkie szczegóły, a następnie będziemy aktywnie uczestniczyć w dyskusjach na ten temat na szczeblu europejskim - zapewnił rzecznik rządu kanclerz Angeli Merkel. Jak podkreślił, Unia potrzebuje "skutecznego europejskiego systemu azylowego", który umożliwi "uczciwy i solidarny" rozdział azylantów w ramach UE.


Seibert zastrzegł, że nie chce odnosić się do poszczególnych rozwiązań i nie skomentował propozycji opłat dla krajów odmawiających udziału w relokacji. - Propozycja reformy jest pewną całością - powiedział rzecznik.


Berlin domaga się od początku kryzysu migracyjnego wprowadzenia systemu relokacji uchodźców przyjeżdżających obecnie przede wszystkim do Niemiec. W zeszłym roku ich liczba przekroczyła milion. Politycy niemieccy wielokrotnie zarzucali brak solidarności krajom, które odmawiają udziału w relokacji.


250 tys. za każdego nieprzyjętego uchodźcę


W środę KE zaproponowała reformę unijnej polityki azylowej. Zakłada ona wprowadzenie stałego systemu rozdzielania uchodźców między kraje unijne; system byłby wprowadzany w sytuacji kryzysowej. Zaproponowany "mechanizm korekcyjny" przewiduje, że jeśli do jakiegoś kraju napłynie nieproporcjonalnie duża liczba uchodźców, o połowę większa niż ustalony z góry próg, to automatycznie nowi uchodźcy będą rozsyłani do innych państw unijnych według nowego systemu relokacji.


Komisja zostawia jednak furtkę dla krajów niechętnych przyjmowaniu uchodźców. Będą one mogły odstąpić od udziału w relokacji na rok, ale w zamian muszą zapłacić 250 tys. euro za każdego uchodźcę, którego nie przyjmą.


Urzędnicy KE nie uważają, by to rozwiązanie było karą finansową za nieprzyjmowanie uchodźców. Jak podkreślił wiceprzewodniczący Komisji Frans Timmermans, jest to "inny sposób okazywania solidarności" państwom, które ponoszą ciężary związane z przyjmowaniem migrantów.

 

PAP