Bayern przystępował do tego meczu, będąc pod ścianą. Pierwszy mecz w Madrycie Bawarczycy przegrali 0:1, więc teraz musieli nastawić się na atak. Trener Pep Guardiola postawił zatem tym razem na duet napastników - obok Roberta Lewandowskiego, który przed tygodniem musiał sobie radzić sam, pojawił się od pierwszych minut także Thomas Mueller.

 

Obaj byli bardzo aktywni od samego początku, ale zadania łatwego nie mieli. Nie przez przypadek Atletico jest uznawane w Europie za drużynę, której najtrudniej strzela się gole. Zresztą Lewandowski przekonał się o tym już w pierwszym spotkaniu, kiedy praktycznie został odcięty od podań.

 

Tym razem było jednak inaczej. Polski napastnik był widoczny i aktywny. Już w pierwszej połowie miał kilka okazji do trafienia, mimo że obrońcy z Madrytu go raczej nie oszczędzali. Bayern dominował i tylko kwestią czasu było, kiedy jedna z akcji zakończy się golem.

 

I tak też się stało. W 31. minucie Hiszpan Xabi Alonso wykorzystał rzut wolny, wykonywany prawie z linii pola karnego. Chwilę później mogło być już 2:0, kiedy Urugwajczyk Jose Maria Gimenez nieprzepisowo zatrzymywał w polu karnym "Lewego". Do jedenastki podszedł Mueller i... nie zdołał pokonaćświetnie interweniującego słoweńskiego bramkarza Jana Oblaka.

 

 

Zaczęło być jednak nerwowo, i to nie tylko na murawie. Cztery minuty później trener Atletico nagle ruszył w kierunku ławki rezerwowych Bayernu. W pobliżu stał francuski skrzydłowy Bayernu Franck Ribery i niemal siłą musiał zatrzymywać hiszpańskiego szkoleniowca. Wymienił się on jeszcze "uprzejmościami" ze szkoleniowcem Bawarczyków Guardiolą i sytuacja została opanowana.

 

Atletico wyraźnie liczyło na kontry i w końcu kibice tego klubu się doczekali. Już po zmianie stron, w 54. minucie, obrońcom Bayernu urwał się Francuz Antoine Griezmann. W sytuacji sam na sam z Manuelem Neuerem nie dałżadnych szans niemieckiemu bramkarzowi.

 

Tablica wyników pokazała 1:1, a to oznaczało, że Bayern, by awansować musi strzelić przynajmniej jeszcze dwie bramki. Wprawdzie mistrzom Niemiec determinacji nie brakowało, ale za to wyraźnie tracili energię. Cały czas atakowali, ale już z mniejszą werwą i bez pomysłu.

 

W 74. minucie jedną z wielu sytuacji wykorzystał w końcu Lewandowski. Polak strzelił z bliskiej odległości głową po podaniu Chilijczyka Arturo Vidala. Nadzieje kibiców na Allianz Arenie ożyły, ale zegar tykał, a piłkarze Atletico robili swoje. Dziewięć minut później mogli nawet przypieczętować już awans, kiedy na siedem minut przed końcowym gwizdkiem Javi Martinez nieprzepisowo zatrzymywał Fernando Torresa.

 

 

Powtórki telewizyjne pokazywały, że Hiszpan faulowany był, ale tuż przed polem karnym. Protesty Bawarczyków na nic się nie zdały. Torres podszedł do jedenastki i jej nie wykorzystał. Strzał obronił Neuer. Gospodarze rzucili się do ataku, ale nic z tego nie wynikało.

 

Mimo wygranej Bayernu 2:1, to Atletico zagra 28 maja w finale na San Siro w Mediolanie. W pierwszym meczu madrycka drużyna wygrała 1:0.

 

Bayern po raz trzeci z rzędu był bliski awansu do finału i nie zdołał tego dokonać. Za każdym razem ich pogromcą okazywała się hiszpańska drużyna - w 2014 roku Real Madryt, rok później Barcelona.

 

Był to ostatni mecz w Lidze Mistrzów, w którym mistrzowie Niemiec wystąpili pod wodzą Guardioli. Katalończyk od nowego sezonu będzie prowadził Manchester City, a do Monachium przeprowadzi się Włoch Carlo Ancelotti.

 

W drugim półfinale Ligi Mistrzów w środę zagrają Real Madryt i Manchester City. W pierwszym starciu w Anglii padł remis 0:0.

 

PAP