Jan Guz poinformował, że w czasie manifestacji będzie również mowa o prawie do stawki godzinowej, która miałaby obowiązywać od 1 lipca. Minimalne 12 zł za godzinę obejmie nie tylko osoby pracujące na umowę  zlecenie, ale także prowadzących działalność gospodarczą, o ile wykonują pracę lub usługi osobiście. Resort pracy zamieścił w środę na stronach internetowych Rządowego Centrum Legislacji projekt ustawy w tej sprawie.

 

Równa praca i równa płaca

 

Przewodniczący OPZZ przypomniał jednak, że rząd nie zgodził się na propozycje Unii Europejskiej, by prawo do wynagrodzenia zależało od pracy, a stawka godzinowa była równa w Europie. - My jako Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych dopominamy się od lat o europejską płacę minimalną. O równą pracę i równą płacę – powiedział.

 

- Naszym głównym postulatem jest prawo do emerytury po przepracowaniu 35 lat u kobiet i 40 u mężczyzn. Każdy powinien mieć możliwość wyboru i prawo do emerytury. Zebraliśmy ponad 800 tys. podpisów, dwa razy składaliśmy propozycje rozwiązań ustawowych i dzisiaj apelujemy do rządu – podał Guz. Stwierdził, że "my już nie mamy kiedy czekać, my żądamy".

 

- Dziś będzie dużo elementów konstytucyjnych. Konstytucja to również prawo do zrzeszania się, związki zawodowe, prawo do edukacji. Ci którzy chcą likwidować związki zawodowe, apeluję, nie róbcie tego - dodał przewodniczący OPZZ.

 

Zakaz handlu w niedzielę

 

Zamknięte niemal wszystkie sklepy i specjalna zgoda na pracę w centrach dystrybucyjnych - tak mają wyglądać niehandlowe niedziele według przygotowanego przez NSZZ "Solidarność" obywatelskiego projektu ustawy. Zakaz ma dotyczyć wszystkich sklepów: dużych, średnich i małych.

 

- O tym problemie rozmawiamy dłuższy czas. OPZZ miało stanowisko, że każdy powinien mieć możliwość wyboru i żeby ta praca była odpowiednio wynagradzana. By zysk z handlu w niedzielę nie szedł do kieszeni przedsiębiorców - powiedział Guz. Podsumował, że "nie ma jednoznacznej odpowiedzi – zamknąć czy otworzyć".

 

Manifestacje na ulicach polskich miast

 

Międzynarodowe Święto Pracy obchodzone jest od 1890 roku corocznie 1 maja. Święto wprowadziła w 1889 roku II Międzynarodówka dla upamiętnienia wydarzeń z pierwszych dni maja 1886 roku w Chicago, w Stanach Zjednoczonych podczas strajku będącego częścią ogólnokrajowej kampanii na rzecz wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy.

 

Z okazji Międzynarodowego Dnia Solidarności Ludzi Pracy na ulicach polskich miast manifestować dziś będą przedstawiciele lewicowych ugrupowań i związków zawodowych.

 

W Warszawie o godz. 11 ruszy marsz m.in. OPZZ, ZNP, SLD, UP i PPS. Jak zapowiadali organizatorzy, główne hasła manifestacji dotyczyć będą godności pracy, wartości europejskich, demokracji, państwa prawa i tolerancji. OPZZ zapowiadał ponadto, że upominać się będzie o likwidację "umów śmieciowych" i "zakończenie ery taniej pracy".

 

SLD i OPZZ planują również zakrojone na mniejszą skalę obchody regionalne. Wiece, przemarsze i uroczystości odbędą się m.in. w Gdańsku, Kielcach, Szczecinie, Katowicach, Zielonej Górze, Opolu, Koszalinie, Bydgoszczy i Koninie.

 

W stolicy swój marsz organizuje też Ruch Sprawiedliwości Społecznej Piotra Ikonowicza. Jego uczestnicy protestować będą - jak deklarowali - m.in. przeciwko "lichwiarskim pożyczkom", procederowi reprywatyzacji kamienic wraz z lokatorami i korupcji oraz apelować o budowę tanich mieszkań komunalnych.

 

Partia Razem, która organizuje spotkanie w Gdańsku, zapowiada, że chce przypomnieć o historii Święta Pracy i prawach pracowniczych, które - zdaniem tej partii - często są w Polsce łamane.

 

Polsat News