- Dostaliśmy od organizatorów imprezy wykaz osób, które chciały przyjechać do Braniewa i personalnie sprawdzaliśmy każdą z nich. Ci, którzy spełniali kryteria przyznania wiz, otrzymali je – powiedział Marcin Nosal, polski konsul w Kaliningradzie.

 

Pytany, czy przy nazwiskach były wskazane kluby motocyklowe, do jakich należą, konsul powiedział, że nie.

 

Prowadzący imprezę spiker, odczytując nazwy przybyłych klubów motocyklowych, wymienił wśród nich "Nocne Wilki".

 

Granicę przekroczyła cała grupa kaliningradzkich motocyklistów. Ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andrejew powiedział, że przez granice nie przejechali tyko dwaj, którzy odrębnie od braniewskiej grupy chcieli jechać do Niemiec.

 

"Na granicy był konsul z Gdańska i wszystko jest w porządku" - zapewniał PAP Andrejew. Przed rozpoczęciem ceremonii na nekropolii ambasador Andrejew powiedział polskim dziennikarzom, że nie rozumie, dlaczego polski MSZ nie zgodził się na przejazd grupy moskiewskich "Nocnych Wilków" przez Polskę.

 

- To jest błędna decyzja, bo nie było żadnych zamiarów prowokacji czy złamania porządku społecznego. Polski MSZ wyjaśnił zakaz wyjazdu zagrożeniem społecznym, ale nie było takiego zagrożenia, tym bardziej że ten rajd miał odbyć się we współpracy z kolegami polskimi, motocyklistami z Rajdu Katyńskiego. Jakby decyzja była inna, to by był cień zgody i połączenia, a teraz jest jeszcze jeden ton dla napięcia i skandalu - mówił rosyjski ambasador w Braniewie.

 

Pytany, czy grupa kaliningradzkich "Nocnych Wilków" jest tym samym stowarzyszeniem co grupa moskiewska, Andrejew powiedział, że tego nie wie.

 

Siódma wizyta

 

Motocykliści z Kaliningradu przyjechali w tym roku na wojenny cmentarz w Braniewie po raz siódmy. Na rogatkach tego miasta jest największy cmentarz wojenny czerwonoarmistów w Europie - spoczywa tu ponad 31 tys. żołnierzy. - Odkąd te motocyklowe wyprawy się odbywają, zawsze jednym z klubów są Nocne Wilki. Nigdy na tym tle nie było nieporozumień czy incydentów - powiedział starosta braniewski Leszek Dziąg.

 

Rola motocyklistów z Kaliningradu ograniczyła się podczas sobotniej imprezy do złożenia kwiatów pod pomnikiem na cmentarzu, następnie przejechali do Braniewa, by złożyć kwiaty na rondzie gen. Władysława Andersa.

 

Podczas uroczystości przemawiali gubernator obwodu kaliningradzkiego Nikołaj Cukanow i ambasador Andrejew. Obaj przypominali, że to dzięki poświęceniu czerwonoarmistów z dawnych Prus Wschodnich powstały polskie woj. warmińsko-mazurskie i obwód kaliningradzki. Rosyjscy oficjele przypominali, że to radziecka armia wyzwalała Polskę spod nazistowskiej okupacji.

 

Demontaż pomników wbrew woli mieszkańców

 

Ambasador Andrejew odniósł się też do demontażu w Polsce pomników związanych z Armią Czerwoną. W jego ocenie władze robią to wbrew woli lokalnych mieszkańców.

 

- Takich uroczystości jak ta w Braniewie, choć mniejszych, jest w Polsce więcej. Ja się spotykam z polskimi partnerami i wiem, że te miejsca są dla nich ważne - mówił ambasador.

 

Jako przedstawiciel Polski przemawiał jeden z dyrektorów Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie.

 

Po przemówieniach odbyła się modlitwa ekumeniczna, wypuszczono gołębie i przedstawiciele obu stron składali kwiaty i wieńce pod pomnikiem czerwonoarmistów.

 

Wśród delegacji polskich była m.in. burmistrz Braniewa Monika Trzcińska, która założyła koszulkę poświęconą żołnierzom wyklętym. - To polska patriotyczna koszulka, nie doszukujcie się w niej niczego - mówiła Trzcińska zapytana, dlaczego tak ubrana przyszła na uroczystość.

 

W tym roku do Braniewa oprócz motocyklistów przyjechało pięć autokarów z młodzieżą i kombatantami. Uroczystości były znacznie skromniejsze, niż przed rokiem.

 

PAP, fot. PAP/Tomasz Waszczuk