Gość Polsat News rozmowę z Bartoszem Kurkiem rozpoczął od omówienia wstępnych założeń Ministerstwa Sprawiedliwości, które chce, żeby do 2023 roku powstało 40 hal przy zakładach karnych, w których będą mogli pracować więźniowie.

 

Ponadto resort chce, aby został rozszerzony zakres nieodpłatnej pracy więźniów na rzecz samorządów, a także wprowadzone większe ulgi dla przedsiębiorców zatrudniających więźniów.

 

- Założenia są słuszne, ale to nie jest inwestycja bezkosztowa. Najpierw trzeba wyłożyć spore pieniądze, żeby program realizować - powiedział Ćwiąkalski i dodał, że miał podobne plany, ale w 2008 roku musiał się liczyć z oszczędnościami i nie otrzymał środków.

 

- To nie jest tak, że więźniowie nie chcą pracować. Dla większości to jest atrakcja. Na pewno tutaj z ich strony oporu nie będzie - podkreślił były minister. Wśród problemów wynikających z wprowadzenia takiego programu wymienił jednak kwestię kwot, które więźniowie otrzymają za swoją pracę. Ponadto ich praca nie może być zbyt droga, ponieważ stanie się nieopłacalna - tym bardziej, że jest mniej efektywna niż pracowników najemnych.

 

- Moim zdaniem nie jest realne wprowadzenie tego w krótkim czasie - podsumował Ćwiąkalski. Przypomniał o kosztach programu 500+, przez który inne kosztowne plany również są odsuwane w czasie.

 

Inni zaciskali zęby

 

Ćwiąkalski wypowiedział się także nt. konfliktu rządu z Trybunałem Konstytucyjnym i Sądem Najwyższym. - Pracuję na uniwersytecie ponad 40 lat i jednak cały czas uczyliśmy studentów szacunku dla prawa i pewnej jego interpretacji. Nie przypominam sobie, nie tylko od 1989 roku, ale i w czasie PRL sytuacji, gdzie w tak jawny sposób dyskredytowanoby instytucje sądownicze, w tym Trybunał Konstytucyjny czy Sąd Najwyższy - mówił.

 

- Jednak każda władza szanowała te rozstrzygnięcia. Oczywiście zgrzytała zębami, nie zawsze była z nich zadowolona, jednak tak jawnego aktu sprzeciwu ze strony władzy ja sobie nie przypominam - dodał.

 

Polsat News