- Patrzę ze zdziwieniem na spokój, który panuje w stadninie. W tym okresie zwykle trwały bardzo gorączkowe przygotowania - powiedział polsatnews.pl Marek Trela, były prezes Stadniny Koni w Janowie Podlaskim. Właśnie tam odbywają się dni Konia Arabskiego oraz aukcja. Jednak do tej pory nie wiadomo, kto aukcję miałby organizować i jakie konie zostałyby na niej wystawione.

 

Według ekspertów, brak przygotowań może skończyć się tym, że do aukcji nie dojdzie, albo będzie ona jedynie "marną podróbką" tego, do czego przyzwyczaili się ściągający do Janowa od kilku dekad miłośnicy koni arabskich.

 

"Lista koni powinna być już na przełomie lutego i marca" 

 

- W lutym, najpóźniej na początku marca była ogłaszana lista koni sprzedażnych, a świat zaczynał mówić o wystawionych "gwiazdach". Na samym początku maja odbywała się sesja zdjęciowa. Konie przez miesiąc były do niej przygotowywane. Oprócz zdjęć nagrywane były materiały wideo, bo dziś same fotografie nie wystarczą. W katalogu i na nagraniach konie powinny wyglądać zjawiskowo. Sam katalog powinien być gotowy do końca maja i rozesłany w czerwcu do klientów - stwierdził Trela, który w lutym przestał kierować stadniną w Janowie Podlaskiem.

 

Były prezes dodał, że trenerzy, którzy byli najbardziej zaangażowani w przygotowanie kondycyjne koni wystawianych na aukcję i odpowiadali za ich pielęgnację, odeszli. 

 

- Ja bym się bał - powiedział, odnosząc się do sytuacji nowego prezesa stadniny w Janowie.  - Z tym, że moja wieloletnia praca zostanie zaprzepaszczona, pogodziłem się na samym początku. Dziś mogę jedynie dodać, że tylko kompletny ignorant nie zdaje sobie sprawy ze swoich ograniczeń - zaznaczył.

 

Zniecierpliwieni kupcy

 

Także Jerzy Białobok, drugi z odwołanych prezesów stadnin specjalizujących się w hodowli koni arabskich, czyli stadniny z Michałowa, z trwogą obserwuje brak przygotowań do "Pride of Poland". W jednym z wywiadów zwrócił uwagę na to, że dwumiesięczne opóźnienie w przygotowaniach do aukcji mogą skończyć się tym, że najważniejsi z biznesowego punktu widzenia kupcy po prostu zrezygnują z przyjazdu do Polski. - Szereg kupców, z którymi mam kontakt, mocno się waha - powiedział.

 

Choć w środowisku koniarzy coraz częściej można usłyszeć głosy, że do Pride of Poland nie dojdzie, Marek Trela nie wyobraża sobie takiego scenariusza.

 

- Jak inaczej stadniny sprzedadzą konie? - zastanawia się. - Pytanie, czy stadnina znajdzie nowego organizatora aukcji, czy pani Mazur

zdąży ją zorganizować. Choć ostatnio w Sejmie słyszałem, że Polturf nie będzie odpowiadał za organizację Pride of Poland - dodał Trela.

 

Wspomniana przez niego Barbara Mazur z Polturf, firmy która od 2001 roku odpowiada za organizację Dni Konia Arabskiego i aukcji "Pride of Poland" w Janowie Podlaskim, powiedziała polsatnews.pl, że dopiero w czwartek zabierze głos w sprawie sierpniowej imprezy.  

 

Z kolei Mateusz Leniewicz-Jaworski ze stadniny w Janowie w przesłanym nam mailu napisał, że informacji udzieli po 3 maja.

 

Polturf na cenzurowanym


Ale to, że trwają poszukiwania nowych organizatorów sierpniowej aukcji, potwierdzają inni znawcy tematu. - Uważam, że Agencja Nieruchomości Rolnych zrobi wszystko, by unieważnić umowę z Polturfem. Ruchy, które wykonują, wskazują, że chcą zmienić wykonawcę, ale szukają pretekstu, sposobu, albo nowego organizatora - powiedział polsatnews.pl Marek Szewczyk, dziennikarz zajmujący się końmi, autor bloga HipoLogika.

 

- Skoro przy zwolnieniach prezesów stadnin używano argumentu, że oni wspólnie z panią Mazur okradali skarb państwa, nie wyobrażam sobie, by ponownie powierzono jej organizację Dni Koni Arabskich i ich aukcję - dodał.

 

Sprawa organizatora aukcji koni arabskich w Janowie Podlaskim trafiła do mediów właśnie w związku ze zmianami na kierowniczych stanowiskach w stadninach w Janowie i Michałowie.

 

Spór o prowizję

 

Media infermowaly, że w 2015 roku CBA po kontroli ws. rozporządzania mieniem przez Agencję Nieruchomości Rolnych latach 2010–2015, uznała, że umowa z firmą Polturf jest niekorzystna dla stadniny w Janowie Podlaskim. Tygodnik "Do Rzeczy" opisywał, że Polturf w umowie miał zagwarantowane 12 proc. od ceny netto ze sprzedaży każdego zgłoszonego i skatalogowanego konia, przy czym minimalny zysk nie mógł być mniejszy niż 550 tys. złotych.

 

- Właśnie ta prowizja wywołała oburzenie. Może zatem do organizacji aukcji w Janowie Podlaskim powinna zostać wynajęta firma specjalizująca się w aukcjach dzieł sztuki? Tylko wtedy ANR musi mieć świadomość, że wezmą po 18-20 procent od sprzedanego konia - zauważył Szewczyk.

 

Dziennikarz wyraził przekonanie, że w Polsce nie ma firmy, która byłaby w stanie zorganizować sierpniowa aukcję w Janowie Podlaskim. A już na pewno nie w taki krótkim czasie. - Skoro uznano, że błędem było wynajęcie firmy Polturf, byłoby dobrze, gdyby stadnina w Janowie sama zorganizowała aukcję - ocenił Szewczyk.

 

polsatnews.pl