Według prokuratury 74-letni obecnie Republikanin wykorzystywał seksualnie pięciu chłopców w latach 1965-1981, gdy pracował jako nauczyciel i trener zapasów w szkole średniej w Yorkville na przedmieściach Chicago. Wśród ofiar było trzech zapaśników z jego zespołu.

 

Czyny te dawno się jednak przedawniły i dlatego nie można było oskarżyć Hasterta o wykorzystywanie seksualne. Usłyszał więc zarzut popełnienia przestępstwa finansowego, jak zakwalifikowano ukrywanie wielkich sum, które przekazywał jednej z ofiar w zamian za milczenie. Prokuratura wnioskowała o skazanie go na okres do sześciu miesięcy pozbawienia wolności. W październiku zeszłego roku Hastert przyznał się do winy.

 

"To, co zrobiłem, było złe"

 

Z dokumentów sądowych wynika, że Hastert zgodził się zapłacić 3,5 mln dolarów osobie, którą wykorzystywał seksualnie, gdy miała ona 14 lat, by zachowała milczenie. W latach 2010-2014 roku zdążył wypłacić tej osobie 1,7 mln dolarów, zanim jego rachunkiem bankowym zainteresowali się agenci federalni.

 

W środę po raz pierwszy przyznał, odpowiadając na pytanie sędziego, że w okresie, kiedy był trenerem, wykorzystywał seksualnie chłopców. - To, co zrobiłem, było złe - powiedział i przepraszał swe ofiary.

 

Sędzia nie miał litości

 

Ogłaszając wymiar kary, wyższy niż wnioskowała prokuratura, sędzia Thomas Durkin nazwał Hasterta seryjnym pedofilem. Podkreślił, że kara pozbawienia wolności byłaby dłuższa, gdyby nie wiek i zły stan zdrowia byłego przewodniczącego Izby Reprezentantów.

 

Hastert był przewodniczącym Izby Reprezentantów w latach 1999-2007. Pełnił swą funkcję najdłużej spośród polityków Partii Republikańskiej i cieszył się powszechnym szacunkiem.

 

Służby federalne zainteresowały się nim, gdyż od 2010 roku zaczął regularnie wypłacać ze swego konta kwoty poniżej 10 tys. dolarów, świadomy - zdaniem oskarżycieli - że w ten sposób uniknie raportowania tych kwot przez bank do urzędu skarbowego. Gdy śledczy FBI zapytali go o powód częstego wypłacania gotówki, Hastert powiedział, że nie ufa bankom, co zostało uznane za składanie fałszywych zeznań. Zeznał też wtedy, że jest szantażowany przez kogoś, kto niesłusznie oskarża go o nadużycia seksualne.

 

PAP