Wniosek w sprawie wezwania Arabskiego na jeden z kolejnych terminów tej sprawy złożyła pod koniec środowej rozprawy prokuratura, która uczestniczy w rozprawach jako "rzecznik praworządności". Prok. Przemysław Ścibisz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie wskazał, że sąd dotychczas nie odebrał od Arabskiego danych osobowych, gdyż nie był on obecny na obu rozprawach, które dotychczas odbyły się w tej sprawie.

 

- Niewątpliwie w toku postępowania należy odebrać od oskarżonego dane osobowe  - zgodził się z argumentacją prokuratora sędzia Hubert Gąsior.

 

Dla obrońcy decyzja sądu "niezrozumiała"

 

Obrońca Arabskiego mec. Andrzej Bednarczyk powiedział dziennikarzom po rozprawie, że "decyzja sądu jest niezrozumiała, w kontekście danych, które sąd ma uzupełnić". - Ale jeśli jest taka decyzja sądu, to mój klient się stawi - dodał. Zaznaczył, że na tym etapie nie może odpowiedzieć na pytanie, czy Arabski będzie też chciał złożyć wyjaśnienia w sprawie.

 

Pierwsi świadkowie zeznają

 

W środę przed sądem okręgowym przez ponad pięć godzin zeznawali pierwsi świadkowie - czworo urzędników z departamentu spraw zagranicznych KPRM - nie są to osoby powszechnie znane. Dwóch świadków się nie stawiło, przesłuchanie kolejnego zostało przełożone ze względu na późną porę. Kolejnych świadków sąd ma wysłuchać na następnej rozprawie 13 maja.

 

Oskarżeni to: Tomasz Arabski (b. szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z lat 2007-2013, b. ambasador w Hiszpanii), dwoje urzędników kancelarii premiera - Monika B. i Miłosław K. oraz dwoje pracowników ambasady RP w Moskwie - Justyna G. i Grzegorz C. Nie przyznają się do zarzutów. Oskarżycielami prywatnymi są bliscy 14 ofiar katastrofy - m.in. Anny Walentynowicz, Bożeny Mamontowicz-Łojek, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna.

Oskarżenie chce, by sąd odczytał w toku procesu zeznania 183 świadków, którzy zeznawali w umorzonym śledztwie w tej sprawie. Na proces ma zostać wezwanych nawet ponad 100 świadków.

 

"Rosjanie zapewniali, że lotnisko w Smoleńsku będzie przygotowane"

 

W środę pierwsza spośród świadków Beata L. powiedziała, że w departamencie spraw zagranicznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zajmowała się tylko przygotowaniem wizyty premiera Donalda Tuska 7 kwietnia 2010 r. Także dwoje kolejnych świadków - Agnieszka W. i Wiktoria W. z tego samego departamentu KPRM - zeznały, że nie brały udziału w organizacji wizyty prezydenta.

 

Duża część zeznań tych świadków dotyczyła wizyty w Rosji w końcu marca 2010 r. polskiej grupy przygotowawczej, która miała od strony organizacyjnej zająć się obchodami w Katyniu. Świadkowie zeznali, że podczas tej wizyty strona rosyjska nie informowała, że lądowanie 7 kwietnia w Smoleńsku nie będzie możliwe, zaś lotnisko w Smoleńsku - jak zapewnili Rosjanie - będzie przygotowane. Grupie przygotowawczej odmówiono bowiem zgody na lądowanie w Smoleńsku i lądowała ona w Moskwie.

 

Jak zeznała W. w ramach wizyty przygotowawczej nie planowano oglądać lotniska w Smoleńsku, gdyż zadaniem grupy była organizacja spotkań polsko-rosyjskich podczas kwietniowych obchodów. Urzędnicy wchodzący w skład grupy - jak dodała - nie mieli kompetencji do oceny lotniska.

 

Wizyta Tuska planowana na 10 kwietnia

 

Urzędniczki zeznały też, że początkowo wizytę premiera Tuska w Katyniu planowano na 10 kwietnia. Na początku lutego odbyła się telefoniczna rozmowa ówczesnych premierów Polski i Rosji - Donalda Tuska i Władimira Putina - podczas której Putin zaprosił Tuska do wspólnego udziału w uroczystościach. Jak mówiła L., niedługo po tym strona rosyjska przekazała informację, iż termin 10 kwietnia jest niedogodny dla Putina i - w połowie lutego - przesunięto termin wizyty Tuska na 7 kwietnia 2010 r.

 

Obrona kwestionowała pytania zadawane świadkom przez pełnomocników oskarżycieli, nieodnoszące się wprost do wizyty Lecha Kaczyńskiego z 10 kwietnia. Ci replikowali, że KPRM miała też udział w przygotowaniach wizyty prezydenta. Pytania świadkom zadaje także prokurator (na sali obecnych jest dwóch prokuratorów). Zeznania dwóch pierwszych spośród wysłuchiwanych urzędniczek zajęły blisko cztery godziny.

 

Prywatny akt oskarżenia

 

Podstawą złożonego w 2014 r. prywatnego aktu oskarżenia jest art. 231 par. 1 Kodeksu karnego, który przewiduje do 3 lat więzienia za niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego. Akt oskarżenia wniesiono po tym, gdy praska prokuratura umorzyła prawomocnie śledztwo ws. organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska z 7 i 10 kwietnia 2010 r. Taka sprawa toczy się jak każdy normalny proces karny, z tą różnicą, że oskarżycielem jest pokrzywdzony, a nie prokurator - gdyż sprawa toczy się z oskarżenia prywatnego, a nie publicznego.

 

W styczniu br. sąd odmówił umorzenia tego procesu - o co wnosiła wówczas obrona, a także prokuratura.

 

 

"Niepoczynienie ustaleń co do statusu lotniska w Smoleńsku"

 

Arabskiemu oskarżyciele prywatni zarzucili m.in. niedopełnienie obowiązków w zakresie nadzoru i koordynacji nad zapewnieniem specjalnego transportu wojskowego dla prezydenta RP, w tym niepoczynienie ustaleń co do statusu lotniska w Smoleńsku, które "w świetle prawa lotniczego nie było lotniskiem", a także niepoinformowanie "uprawnionych służb o znanym mu statusie tego terenu, podczas gdy status lotniska miał istotne znaczenie dla bezpieczeństwa lotu i zakresu obowiązków służb".

 

Ponadto wskazano, że Arabski "nie zapewnił sprawnego i terminowego" obiegu dokumentów niezbędnych do prawidłowego przebiegu lotu. Pozostałym oskarżonym zarzucono m.in. brak ustaleń w sprawie statusu lotniska, nieterminowe dostarczanie dokumentów oraz niezweryfikowanie aktualności tzw. kart podejścia do lotniska.

 

Obrona wnosi o uniewinnienie

 

Obrona wnosi o uniewinnienie swoich klientów, twierdząc że większość zarzutów niedopełnienia obowiązków, stawianych oskarżonym, w ogóle do ich obowiązków nie należała. Podkreślano, że za zapewnienie bezpieczeństwa lotu odpowiadał 36. specpułk, a do obowiązków szefa kancelarii premiera nie należał ani wybór miejsca lądowania, ani ustalanie statusu lotniska. Wskazywano też na odpowiedzialność Kancelarii Prezydenta RP co do organizacji lotu.

 

Umarzając w 2014 r. śledztwo, prokuratura oceniła, że choć były nieprawidłowości przy organizacji lotów, to nie wystarczają one do postawienia zarzutów. W śledztwie stwierdzono "poważne naruszenie" przepisów, m.in. instrukcji HEAD z 2009 r. przez urzędników KPRM ws. dysponowania wojskowym specjalnym transportem lotniczym. "Nie miały one bezpośredniego związku z przygotowaniem wizyt z 7 i 10 kwietnia 2010 r., natomiast dotyczyły szeregu czynności podejmowanych w okresie poprzedzającym katastrofę" - napisano w uzasadnieniu umorzenia.

 

Polegały one m.in. na: niewywiązywaniu się z obowiązku ustalania limitów dysponowania wojskowym transportem lotniczym na potrzeby osób uprawnionych, nierzetelnego prowadzenia ewidencji czy bezpodstawnej odmowy skorzystania z wojskowego specjalnego transportu lotniczego przez podmiot do tego uprawniony. Prokuratura oceniła, że nieprawidłowości nie wywołały skutków co do bezpieczeństwa wizyt prezydenta i premiera; spowodowały zaś jedynie "wzmożone działania innych organów państwa".

 

10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, jego małżonka, wielu wysokich urzędników państwowych i dowódców wojskowych. Polskie śledztwo prowadzi obecnie Prokuratura Krajowa z nowym zespołem śledczym. Własne śledztwo prowadzi strona rosyjska, która wiele razy podkreślała, że przed jego zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 i jego "czarnych skrzynek".

 

PAP