"Kłamstwo gazet i telewizji radzieckiej wywołało pogłoski i panikę, zaszkodziło zdrowiu dziesiątków tysięcy ludzi i nasiliło brak zaufania do władzy, która ukrywała prawdę" - wskazuje gazeta w artykule redakcyjnym.

 

Cytowany przez dziennik politolog Boris Makarenko ocenia, że awaria i likwidacja jej skutków ukazały problem nieefektywności radzieckiej gospodarki i mechanizmów zarządzania. Jednocześnie po katastrofie nasiliły się dążenia ówczesnego sekretarza generalnego partii komunistycznej Michaiła Gorbaczowa i jego otoczenia do reform i złagodzenia konfrontacji jądrowej z Zachodem.

 

Media wreszcie przemówiły

 

"Po Czarnobylu ramy głasnosti (ogłoszonej przez Gorbaczowa polityki jawności - red.) stały się znacznie szersze, a cenzura - łagodniejsza" - wskazują "Wiedomosti". Przypominają, że pozwoliło to prasie "otwarcie mówić o problemach, które wcześniej znajdowały się za szczelną zasłoną tajemnicy państwowej i resortowej".

 

"Jednocześnie Czarnobyl stał się ważnym ogniwem w łańcuchu niepowodzeń (...), które nadszarpnęły wiarę ludzi w zdolność władz radzieckich do skutecznego zarządzania krajem" - zauważa dziennik.

 

Jednym z następstw katastrofy było, jak piszą "Wiedomosti", wprowadzenie ustaw, które zakazały ukrywania informacji o katastrofach naturalnych i technologicznych zagrażających życiu i zdrowiu ludzi.

 

Dziennik wyraża opinię, że obecna interpretacja w rosyjskim kodeksie karnym zapisu dotyczącego ujawnienia tajemnicy państwowej, a także przyjęta w 2015 r. ustawa zakazująca publikowania danych o stratach wśród żołnierzy w operacjach specjalnych "rodzą pytanie, czy dziś moglibyśmy się dowiedzieć o hipotetycznym nowym Czarnobylu".

 

Na Białorusi z problemem sobie poradzono

 

Rządowy dziennik "Rossijskaja Gazieta" w 30. rocznicę Czarnobyla, że "dziś na największą katastrofę w ZSRR patrzy się odmiennie w Kijowie, Mińsku i Moskwie". Dziennik wybija oceny przedstawicieli Ukrainy, Białorusi i Rosji na niedawnej konferencji w Petersburgu poświęconej tej rocznicy.

 

Między innymi wiceszef białoruskiej Akademii Nauk Siarhiej Czyżyk powiedział, że doświadczenie Białorusi w rekultywacji skażonych terenów mogłoby przydać się innym krajom. Na Białorusi - wskazuje "Rossijskaja Gazieta" - od 1993 roku tereny, które po katastrofie wyłączono z użytkowania, stopniowo przywraca się do specjalnego użytkowania. Obecnie produkcja rolna prowadzona jest na 936 tys. hektarów ziem, skażonych po katastrofie cezem-137 i częściowo strontem-90.

 

Jak przypomina "Rossijskaja Gazieta", katastrofa w różnym stopniu dotknęła trzy ówczesne republiki ZSRR. Na Ukrainie skażonych cezem-137 zostało niecałe 7 proc. obszaru, w Rosji - niecałe 1,5 proc. jej europejskiej części, na Białorusi - ponad 23 procent całego terytorium.

 

PAP