Frasyniuk odniósł się w programie "Nowy Dzień z Polsat News" do listu otwartego byłych prezydentów, szefów MSZ i opozycjonistów w sprawie Trybunału Konstytucyjnego i ochrony praworządności w Polsce, pod którym się podpisał. Według sygnatariuszy pisma, Polska staje się "państwem specjalnej troski".   

 

- Mówimy do polskiego społeczeństwa "Nie poddawajcie się". Są to sprawy, o które wiele pokoleń walczyło i dzisiaj to pokolenie, zwłaszcza pokolenie ludzi młodych, musi stanąć w obronie własnych wolności - stwierdził.

 

"Polska idzie w kierunku Europy Wschodniej"

 

A co po liście? Dzisiaj się trochę szumu zrobi, a pojutrze wszyscy o tym zapomną - dopytywał prowadzący Bartosz Kurek.


- Nie zapomną - zapewnił Frasyniuk.  - Widać po manifestacjach, które organizuje Komitet Obrony Demokracji, że ludzie mają takie głębokie przekonanie, że to jest moment, w którym trzeba wyjść na ulicę i trzeba zaprotestować, trzeba zażądać, żeby Polska pozostała w Europie Środkowej, a nie przenosiła się powoli w kierunku Europy Wschodniej.

 

Jak podkreślił, to jest taki moment, w którym "trzeba mobilizować społeczeństwo Polski do walki, trzeba mobilizować obywateli, żeby w każdym miejscu przestrzegali konstytucji, w każdym miejscu w tej sprawie zwracali uwagę, żeby zabierali głos".

 

Nie ma jednego lidera opozycji

 

Dodał, że także opozycja musi się zorganizować. - Nie ma jednego lidera. Nie ma kontrlidera dla Jarosława Kaczyńskiego.

 

Frasyniuk przyznał, że nie ma czytelnej postaci, która mogłaby poprowadzić społeczeństwo, a więc "musi być zbiorowe kierownictwo".

 

- Musi opozycja przyjąć taki dokument, który mówi w tych sprawach zasadniczych dla polskiego społeczeństwa, w sprawach ważnych dla polskiego państwa - mówimy jednym głosem, w innych sprawach różnimy się, ścigamy - wyjaśnił.

 

Były opozycjonista przypomniał, że list prezydentów jest także dowodem, iż "ludzie o różnych poglądach, o bardzo różnych poglądach, którzy często ze sobą się spierają, w sprawach zasadniczych, czyli w sprawach obrony demokracji potrafią być razem, potrafią razem się podpisać".

 

- To, że pod tym listem podpisuje się trzech prezydentów jest niezwykle wymowne. Wszędzie na świecie, gdyby się trzech prezydentów podpisało, byłby to ważny element do publicznej debaty "co się wydarzyło?" - zauważył Frasyniuk. 

 

Frasyniuk wyraził przekonanie, że gdyby w Stanach Zjednoczonych byli prezydenci zabrali głos, aktualnie urzędujący prezydent zwróciłby się do nich, żeby się spotkać i porozmawiać.

 

"Apel do ludzi, którzy wiedzą, jak się wchodzi z futryną"

 

Podsumowując, czym jest list, Frasyniuk stwierdził: - To jest apel do ludzi z PiS, moich kolegów, z którymi działałem w konspiracji  w stanie wojennym, apel do ludzi, którzy wiedzą, co to jest wejście o szóstej rano, wiedzą, jak się wchodzi z futryną i z drzwiami, wiedzą, co to jest więzienie i wiedzą, jaką straszną cenę się płaci za wychodzenie z systemu autorytarnego. To jest cena nie tylko konfliktów międzyludzkich, ale także jest to wymierna cena ekonomiczna. Powiedzmy sobie uczciwie, na końcu społeczeństwo zapłaci nie tylko za łamanie konstytucji, ale także za niekompetencję sprawowania władzy.

 

Na stwierdzenie, że używa bardzo ostrego języka FRasyniuk odpowiedział: - Czy pan nie słyszy języka ministra Ziobry, wicepremiera, pani premier, nie pamiętam, która to z pań minister powiedziała "to zombie". To pan Jackowski przed chwilką na waszej antenie mówił, że to grupa kolesiów, ludzi, którzy korzystali z przywilejów. To jest mocny i chamski język.      

 

Bartosz Kurek przypomniał opozycjonistkę Henrykę Krzywonos, która jednoznacznie określiła  lidera partii rządzącej jako "kurdupla".

 

- I słusznie - odparował Frasyniuk. - Bo tenże lider tej lider partii mówi o niej "obywatel drugiej kategorii", "donosiciel w Unii Europejskiej". Uważam, że to jest taki moment, w którym trzeba użyć twardego języka, brutalnego języka, którym posługuje się ta władza. 


- Problem polega na tym, że ta władza mówi "zawrzyjmy kompromis", kompromis, który polega na tym, że zrezygnujecie ze swojej wolności, zrezygnujecie z części swoich przywilejów - powiedział Frasyniuk. - My wyraźnie piszmy do tej władzy, że nie ma kompromisu, tam gdzie w rachubę wchodzą wolności i swobody obywatelskie. Wolność, swobody obywatelskie, szacunek dla państwa prawa, to nie są obszary, w których się zawiera kompromis. 

 

"Przestępcy, których jeszcze nie złapaliśmy za rękę"

 

Frasyniuk zauważył, że obecny rząd mówi o przedsiębiorcach w kategoriach "przestępcy, których jeszcze nie złapaliśmy za rękę". 

 

- Wszędzie na świecie ludzie pracy otaczani są szacunkiem, wszędzie na świecie jest tak, że władza rządzi, dostaje mandat do rządzenia, zmienia tę rzeczywistość. Ja chętnie będę uczestniczył w tej debacie. Sam należałem do ludzi, którzy mocno krytykowali przez lata Platformę Obywatelską, ale ta władza nie dostała mandatu na to, żeby łamać prawa.


- Normalny obywatel, jak przekracza prędkość - władza jest bezwzględna, normalny obywatel, jak łamie prawo - władza jest bezwzględna. Uważam, że minister sprawiedliwości ma rację szukając przestępców, którzy nadużywają przepisów związanych z VAT, czyli wyprowadzają pieniądze, czyli oszukują nasze społeczeństwo, ale my, społeczeństwo, oczekujemy, że ta zasada będzie dotyczyć także tych, którzy sprawują władzę. Mamy do czynienia z łamaniem prawa - akcentował Frasyniuk. - Mówi to Trybunał Konstytucyjny, mówią to instytucje międzynarodowe, mówią to politycy z krajów zachodnich, mówią to wszyscy konstytucjonaliści w Polsce, mówią, że mamy do czynienia z łamaniem prawa.

 

"Wojewodowie, jak służba bezpieczeństwa w stanie wojennym" 

 

Bartosz Kurek przypomniał, że samorządy w Łodzi, Bydgoszczy, Warszawie, Poznaniu przyjęły uchwały rad miast, które mówią, że będą się stosowały do wyroków Trybunału Konstytucyjnego. - Zaczynają nam się robić dwie rzeczywistości równoległe - powiedział.


- Nie zaczynają nam się robić, to ta władza to robi. To ci, którzy łamią to prawo, którzy łamią zasady państwa - mówił Frasyniuk


Odnosząc się do zapowiedzi wojewodów, że będą uchylali takie uchwały były opozycjonista stwierdził: - Wojewodowie występują, jak służba bezpieczeństwa w stanie wojennym, którzy mówią "dostaniecie po łapkach i przyjdziemy do was o szóstej, jak będziecie się stosować do naszego prawa.  

  

- Władza mówi, że prawo będzie takie, jakie my wskażemy - skonstatował Władysław Frasyniuk. 


Przypomniał, że siedział w więzieniu i funkcjonowanie władzy przypomina mu regulamin wiszący w każdej celi, w którym trzynasty punkt brzmi: "o ile naczelnik nie postanowi inaczej". Mamy właśnie taką sytuację, w której ta władza mówi, prawo prawe, konstytucja konstytucją, ale my decydujemy jaka jest wykładnia, co jest prawem w tym kraju.

 

polsatnews.pl