19 sierpnia ubiegłego roku 10-letnia Kamila spacerowała z rodzicami po miejskim rynku. Za dwa tygodnie miała rozpocząć nowy rok szkolny. Gdy wchodziła do księgarni N. z całej siły uderzył ją siekierą w tył głowy. Dziecko zmarło po przewiezieniu do szpitala w Wałbrzychu.

 

Napastnika udało się złapać dzięki szybkiej reakcji przechodniów, którzy rzucili się za nim w pogoń.  

 

Z siekierą do urzędu pracy

 

27-letni Samuel N. podczas śledztwa przyznał się do zabójstwa. W trakcie procesu odmówił jednak składania zeznań. Z jego wcześniejszych wypowiedzi wynika, że popełnił zbrodnię z powodu frustracji i rozgoryczenia brakiem pracy.

 

Dzień przed dokonaniem zbrodni otrzymał pismo informujące, że stracił zasiłek dla bezrobotnych. 19 sierpnia spakował siekierę w reklamówkę i poszedł do urzędu pracy. Jak wyjaśnił później śledczym, narastała w nim złość, chciał się zemścić na urzędnikach za to, że nie uzyskał od nich żadnej pomocy.

 

- Przyszedł z reklamówką. Wszedł do pokoju i kazał się pani zamknąć na klucz. Roztrzęsiona urzędniczka wybiegła. Gdy wyszedłem, już go nie było - opowiadał reporterowi "Interwencji" świadek zajścia.

 

Później N. chodził po rynku w Kamiennej Górze. W końcu wyjął siekierę i zaatakował dziecko.

 

Posypywał się proszkiem do prania

 

Podczas procesu obrońcy starali się udowodnić, że N. jest niepoczytalny. Wskazywali oni m.in. na nietypowe zachowanie oskarżonego w areszcie.

 

W grudniu ubiegłego roku miał on w celi posypywać się proszkiem do prania. Mówił, że jest świętym Mikołajem i musi przygotować prezenty dla dzieci. Wcześniej zeznał śledczym, że słyszy głosy.

 

N. został poddany obserwacji psychiatrycznej. Biegli ocenili, że nie cierpi na żadną chorobę psychiczną i w chwili popełnienia zbrodni był poczytalny.

 

Obrońcy złożyli wniosek o przeprowadzenie przez biegłych kolejnych badań psychiatrycznych. - Absurdalność tego czynu świadczy o pewnej nienormalności - powiedział przed ogłoszeniem wyroku jeden z nich. Sąd odrzucił jednak wniosek obrony.

 

Zdaniem sądu, zebrany materiał dowodowy, jednoznacznie wskazuje, że sprawcą zabójstwa był oskarżony. - Wiadomo, kto zadał uderzenie, w jaki sposób, jaki był charakter obrażeń - uzasadnił sędzia.

 

Pełnomocnik rodziców dziewczynki domagał się kary dożywocia z możliwością warunkowego zwolnienia po 50 latach. Obrońca wnioskował o 15 lat kary dla swojego klienta.

 

Polsat News, gazetawroclawska.pl, Interwencja