Minister kultury Piotr Gliński 15 kwietnia wydał obwieszczenie, w którym poinformował o planach połączenia, powołanego w 2007 r. przez ówczesnego premiera Donalda Tuska, Muzeum II Wojny Światowej oraz zapowiedzianego po ubiegłorocznych wyborach Muzeum Westerplatte i Wojny 1939.


W wyniku połączenia tych dwóch placówek miałoby powstać Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. "Przyczyną połączenia jest zapewnienie zwiększonej efektywności działań na rzecz podtrzymania i upowszechniania tradycji narodowej i państwowej, w szczególności w nawiązaniu do dziejów Polski w okresie II wojny światowej, w tym wojny obronnej 1939., właściwe uhonorowanie miejsca symbolicznego jakim jest pole bitwy na Westerplatte (…)" - głosi obwieszczenie ministra.


19 kwietnia ministerstwo wydało komunikat, w którym podkreśliło, że połączenie muzeów nie jest jeszcze przesądzone. Dodano, że ewentualna fuzja placówek nie jest równoznaczna z likwidacją Muzeum II Wojny Światowej.


Dwa gdańskie muzea


Muzeum II Wojny Światowej ma zostać otwarte na przełomie 2016 i 2017 r., a koszt jego budowy wyniesie ok. 449 mln zł. "Jednym z głównych celów Muzeum jest pokazanie światu doświadczenia wojennego Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, pod wieloma względami odmiennego i mało znanego w Europie Zachodniej i w krajach pozaeuropejskich" - napisano o misji tej instytucji. Duży nacisk ma także zostać położony "na losy jednostek, społeczności i narodów".


Zamiar stworzenia Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 w pierwszej połowie grudnia ubiegłego roku ogłosił wiceminister kultury Jarosław Sellin. 1 września 2019 r., w 80. rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej, ma zostać otwarta pierwsza część wystawy głównej.


"Kaczyński traktuje wszystko jak swoje politbiuro"


"The Observer" podkreślił, że "wart 72 miliony funtów (prawie pół miliarda złotych - red.) projekt dostał się w krzyżowy ogień walki pomiędzy ksenofobicznymi politykami, a historykami".


Przeciw "likwidacji" Muzeum II Wojny Światowej protestują naukowcy. W przesłanym "Gazecie Wyborczej" liście napisali: "trudno nam uniknąć wrażenia, że decyzja o likwidacji wpisuje się w logikę walki politycznej polegającej na niszczeniu instytucji powołanych do życia przez poprzedni rząd zupełnie niezależnie od ich wartości merytorycznych. Jako historykom, humanistom i muzealnikom trudno nam jest akceptować akt wandalizmu bezmyślnie dokonywany na naszej kulturze".


Podobnego zdania jest historyk i autor wielu książek o historii Europy Wschodniej i Polski Norman Davies, który pełni także funkcję przewodniczącego Kolegium Programowego Muzeum II Wojny Światowej.


Naukowiec zaznaczył, że "rząd PiS nie chce, żeby grono zagranicznych ekspertów decydowało, co dzieje się w »ich« muzeum". Dodał, że "siłą napędową rządowej wrogości wobec projektu w obecnej formie" jest Jarosław Kaczyński, który "traktuje wszystko jak swoje prywatne politbiuro".


Davies jest zdania, że działania "przeciwko Muzeum II Wojny Światowej" pochodzą bezpośrednio od Kaczyńskiego, który "zachowuje się jak bolszewik i paranoiczny awanturnik".

 

Rozliczenie z politycznymi rywalami

 

Gazeta zauważa, że jest coraz więcej dowodów na to, że nowa "polityka pamięci" jest wykorzystywana do rozliczeń z politycznymi rywalami - Lechem Wałęsą i Donaldem Tuskiem. Zaznaczono, że celem opracowanej przez Kaczyńskiego "polityki pamięci" jest podkreślenie polskiego bohaterstwa i poświęcenia.

 

Tygodnik odnotowuje fakty z ostatnich kilku miesięcy, które - jego zdaniem - wpisują się w rządową "politykę pamięci", m.in. otwarcie w trybie przyspieszonym muzeum w Markowej, upamiętniające rodzinę Ulmów, która zginęła za pomoc żydowskim sąsiadom. "Ceremonia otwarcia maleńkiego muzeum została tłumaczona symultanicznie na pięć języków i przesłana do polskich ambasad w 17 krajach" - podkreślono w artykule.


Tygodnik dostrzega także rządowy pomysł karania za sformułowania "polskie obozy śmierci", a także przesłuchanie przez prokuraturę historyka Jana T. Grossa, który stwierdził, że "w czasie wojny Polacy zabili więcej Żydów niż Niemcy".


"The Observer" podkreśla również, że "polityką pamięci" zajmuje się w ministerstwie kultury osobny departament, który odpowiada także za kontrolę mediów, internetu i sądownictwa, a projekcja nagrodzonego Oscarem filmu "Ida" w TVP została poprzedzona 12-minutowym komentarzem o "nieścisłościach historycznych".


"Ksenofobiczna próba przepisania historii"


- Prawo i Sprawiedliwość jest najbardziej mściwym gangiem w Europie. Gdańsk to szczególne miejsce ze względu na skojarzenia z Wałęsą i Solidarnością oraz Tuskiem, który urodził się w Gdańsku, jest absolwentem historii i położył kamień węgielny pod budowę muzeum. Kaczyński był w Solidarności i kierował kampanią wyborczą Wałęsy, zanim został prezydentem Polski (w 1990 roku - red.). Wałęsa wykluczył go i od tamtej pory Kaczyński planuje zemstę - uważa Davies.


Davies podkreślił, że "polityka pamięci" rządu "prowadzona jest głównie przez insynuacje". Jego zdaniem, "kiedy rządzi PiS widzimy, czym ona tak naprawdę jest: ksenofobiczną próbą przepisania historii".

 

- Jako historyk nie mogę nie dostrzec podobieństw: PRL miał politykę historyczną i teraz jest to samo - dodał.

 

theguardian.com, wyborcza.pl