Biskup podkreślał, że jesteśmy zobowiązani dołożyć wszelkich starań, aby żaden z Żołnierzy Wyklętych - Niezłomnych nie pozostał bezimienny. - Oni bowiem stanowią jedno z ogniw w łańcuchu pokoleń, które walczyły o niepodległą Polskę w minionym stuleciu - wskazał.

 

- Musimy uczynić wszystko, aby do powszechnej świadomości przebiła się prawda, że czyny Żołnierzy Niezłomnych zasługują na pamięć i wdzięczność całego narodu. Naszym obowiązkiem jest przywrócenie pamięci o bohaterach powstania antykomunistycznego w powojennej Polsce - powiedział duchowny.

 

Niezłomni rycerze wolności

 

Jak mówił, nie byłoby wolnej Polski, gdyby zabrakło czynu zbrojnego "rycerzy wolności" w powojennej Polsce. - Nie byli oni straceńcami pragnącymi za wszelką cenę umrzeć. Byli żołnierzami wiernymi przysiędze. Żołnierze Niezłomni przypominali społeczeństwu, że trzeba wyprostować karki i powstać z klęczek. Poświęcili swoje życie za wolność Ojczyzny, której nie doczekali - powiedział bp Guzdek.

Jego zdaniem, gdyby wszyscy byli tak dumni i nieustępliwi, jak Żołnierze Niezłomni, "zapewne czas zniewolenia byłby znacznie krótszy".

 

- Prawdopodobnie mury oddzielające wolne narody Zachodniej Europy od zniewolonych krajów Europy Środkowej i Wschodniej rozpadłyby się znacznie wcześniej - powiedział.
  
Biskup przypomniał, że wiosną 1945 roku wielka zawierucha wojenna dobiegła kresu, a narody Zachodniej Europy cieszyły się z odzyskanej wolności. Jednak - jak podkreślił - cena, jaką zapłaciła ludzkość za pokonanie faszystowskich Niemiec, była olbrzymia.

 

- Na wielu cmentarzach wojennych, jak pędy młodych zbóż, lśniły w wiosennym słońcu tysiące krzyży na grobach żołnierzy poległych w walce o wolność. Obumarły tysiące dorodnych ziaren, aby z ofiary ich życia narodziła się wolna Europa i nastał błogosławiony czas pokoju - powiedział nawiązując do przywołanego przez siebie wcześniej porównania człowieka do ziarna. 
 

"Od mogiły żołnierza nie odchodzi się ze złamaną duszą"


Duchowny podkreślił, że dla Polski wojna jeszcze się wówczas nie skończyła. - Narzucane siłą rządy sowieckiej Rosji budziły opór przeważającej części polskiego narodu. (…) Wielu z naszych rodaków, zahartowanych w wojnie obronnej z 1939 roku, w podziemnym ruchu oporu, w szeregach Armii Krajowej oraz doświadczonych w Powstaniu Warszawskim, nie złożyło broni, ale podjęło walkę zbrojną z nowym okupantem  - wskazał.


Bp przypomniał, że przez władzę komunistyczną Szendzielarz został nie tylko skazany na wielokrotną karę śmierci, ale także na wieczne zapomnienie. Wyrok został wykonany w mokotowskim więzieniu, a ciało wrzucono do dołu śmierci na "Łączce”, na warszawskich Powązkach.

 

- Minęło ponad pół wieku, a Żołnierz Niezłomny odzyskał imię i znalazł miejsce pośród bohaterów narodowych - podkreślił.
 
Zwracając się do uczestników liturgii pogrzebowej duchowny powiedział, że "od mogiły żołnierza nie odchodzi się ze złamaną duszą; nie odchodzi się z poczuciem klęski i beznadziejności, ale z niezbitym przekonaniem, że oto wyrosła nowa wartość ducha, wartość nie moja, nie twoja, ale nas wszystkich - wartość należąca do całego Narodu".

 

- Śp. płk Łupaszka jak ziarno pszeniczne wsiane w glebę, obumarł, aby narodziła się wolna Polska. Wiemy, że nie było to męczeństwo ostatnie. Od jego śmierci w 1951 roku do przemian w roku 1956 i tych kolejnych do roku 1989 - zginęło jeszcze wielu "rycerzy wolności". Ich ofiara nie poszła na marne. Stojąc przy trumnie jednego z nich, pragniemy dziękować Bogu za ich świadectwo umiłowania Ojczyzny ponad swoje życie” - powiedział biskup.


- Panie Pułkowniku! Żegnamy Cię! Twoje życie było piękne. Cierpienie, przelana krew i ofiara życia złożone na ołtarzu wolności miały sens. Bądź dla nas wzorem umiłowania Ojczyzny. Spoczywaj w pokoju! - dodał.

 

Po mszy kondukt żałobny, prowadzony przez pododdział konny w barwach 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich (Szendzielarz w nim służył) przejdzie na Wojskowe Powązki.

 

Walczył na trzech frontach

 

Zygmunt Szendzielarz  (1910-1951) walczył w kampanii wrześniowej 1939 r.; dostał się do sowieckiej niewoli, z której uciekł i wrócił do Wilna. Od początku 1940 r. działał w konspiracji w środowisku 4. Pułku Ułanów, przyjmując pseudonim "Łupaszka".

 

Organizował siatkę wywiadowczą, potem dowodził V Brygadą Wileńską AK. Walczyła ona z okupacyjnymi wojskami niemieckimi i litewskimi jednostkami, które z nimi kolaborowały oraz z wrogo nastawioną sowiecką partyzantką. W lipcu 1944 r. jednostka została częściowo rozbrojona przez Armię Czerwoną. Odtworzona, wiosną 1945 r. przeprowadziła kilkadziesiąt akcji przeciwko NKWD, UBP, MO i KBW. We wrześniu 1945 r. oddział rozformowano, Szendzielarz wyjechał na Pomorze, gdzie prowadził działalność dywersyjną.

 

Jesienią 1946 r. z grupą żołnierzy przeniósł się na Białostocczyznę i dołączył do VI Brygady Wileńskiej. W marcu 1947 r. opuścił oddział. Początkowo przebywał w Warszawie, później w okolicach Głubczyc i w Osielcu koło Makowa Podhalańskiego. Tu 30 czerwca 1948 r. został aresztowany przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

 

Podczas śledztwa trwającego blisko dwa i pół roku zachował godną postawę, biorąc na siebie całkowitą odpowiedzialność za działania podległych mu oddziałów. 2 listopada 1950 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 r. w więzieniu na Mokotowie. W latach 90-tych Izba Wojskowa Sądu Najwyższego unieważniła ten wyrok.

 

Miejsce pochówku Szendzielarza przez kilkadziesiąt lat nie było znane.

 

30 czerwca 2008 roku, w 60. rocznicę aresztowania "Łupaszki", odbył się jego uroczysty, symboliczny pogrzeb na cmentarzu wojskowym na Powązkach, przy Panteonie Żołnierzy Polski Walczącej.

 

Szczątki żołnierza zidentyfikowano dopiero w 2013 r. w wyniku ekshumacji przeprowadzonych przez IPN na tzw. Łączce na Wojskowych Powązkach.

 

PAP