Radny Boruczkowski w interpelacji przesłanej do prezydenta Jacka Jaśkowiaka poinformował, że z jego informacji wynika, iż w Poznaniu młode osoby są okaleczane.

 

- Gdy upatrzone osoby znajdują się na dworze w odosobnieniu, są chwilowo usypiane i jest pobierana ich krew, celem badania, czy dana osoba jest zdrowa. Po wybudzeniu, te osoby znajdują na swoim ciele kropkę od igły. Po pozytywnym zweryfikowaniu przez łowców organów braku chorób danej osoby, taka osoba po pewnym okresie czasu jest porywana i są wycinane jej niektóre organy wewnętrzne na sprzedaż - napisał radny. Boruczkowski w piątek dodał, że wiarygodną informację o działalności „łowców organów” w stolicy Wielkopolski otrzymał od znanej mu osobiście mieszkanki Poznania.

 

- Ona zgłosiła do mnie tę sprawę, wskazując, że jej znajoma została napadnięta i potraktowana w taki sposób, jak opisałem to w interpelacji. Została napadnięta, uśpiona, później odnalazła na swoim ciele ślad po igle. Zgłosiła się na policję i poinformowano ją o całym procederze związanym z wycinaniem organów - oznajmił radny. - Uważam, że ta sytuacja nie jest nieprawdopodobna. Dostałem taki sygnał, uważam, że jako radny miejski muszę to jakoś zweryfikować - zaznaczył radny.

 

Właśnie dlatego w interpelacji radny Boruczkowski zapytał prezydenta, czy "podjął jakieś kroki, celem wyłapywania łowców organów" i czy posiada wiedzę na temat liczby "udokumentowanych w Poznaniu przypadków bezprawnego wycięcia organów".

 

Policja nic o sprawie nie wie

 

Rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak podkreślił, że nic mu nie wiadomo o opisanym przez poznańskiego radnego procederze, policja nie ma też wiedzy, by gdziekolwiek w Polsce doszło do takiej sytuacji. - Nie ma takiego udokumentowanego przypadku - zaznaczył.

 

Zaś Daria Pertek z biura prasowego Urzędu Miasta Poznania poinformowała, że interpelacja radnego zostanie zweryfikowana. - Prezydent zapozna się z pismem, odpowiednie wydziały przygotują odpowiedzi na pytania radnego. My musimy odpowiedzieć na każdą interpelację - powiedziała.


PAP