Polacy pojedynkiem z Włochami zaczynali swój udział także w ubiegłorocznych MŚ tej dywizji w Krakowie. Wtedy przegrali 1:2.

 

Po pięciominutowym wzajemnym "badaniu" się zaatakowali Włosi. Próbowali wykorzystać dwa razy grę w liczebnej przewadze, Przemysław Odrobny miał co robić, ale Polacy przetrwali. W rewanżu dobrą sytuację miał Krystian Dziubiński.

 

Pechowa dla biało-czerwonych okazała się 13. minuta. Nie upilnowali Joachima Ramosera, który precyzyjnym, płaskim strzałem przy słupku dał swojemu zespołowi prowadzenie. Reprezentacja Italii miała jeszcze okazje do zmiany wyniku w kolejnych akcjach. Tuż przed przerwą krążek po raz drugi wpadł do polskiej siatki, ale analiza wideo wykazała, że bramka została najpierw ruszona.

 

Widownia Spodka była w sobotę niemal pełna, jednak doping wyglądał nieco inaczej, niż podczas meczów siatkówki, ponieważ hokejowa federacja zabrania jego sterowaniem.

 

W drugiej tercji Polacy wykorzystali swoją pierwszą grę w przewadze i Tomasz Malasiński wyrównał. Wydawało się, że zespół trenera Jacka Płachta "wraca do gry", bo przy kolejnym osłabieniu rywali oblegali ich bramkę. Tym razem bezskutecznie. A Włosi w 37. minucie wyprowadzili kontrę zakończoną trafieniem przez Lucę Frigo i znów prowadzili.

 

Miało być 2:2 było 1:3

 

Polscy kibice domagali się zdobycia gola od początku trzeciej tercji. Początkowo groźniejsi byli Włosi, potem do natarcia przystąpili biało-czerwoni. Obu stronom zabrakło skutecznego wykończenia akcji, dobrze też spisywali się bramkarze.

 

W końcówce trwało oblężenie i bombardowanie włoskiej bramki. Trener Płachta wycofał bramkarza. Nic to wszystko nie dało, a dwie sekundy przed końcem Thomas Larkin strzałem do pustej bramki ustalił wynik.

 

PAP