Polak rozbił się w zalesionym terenie u wylotu Doliny Białej Wody (po słowackiej stronie). Czterech innych pilotów szybowców wylądowało uszkadzając maszyny: na Polanie Biały Potok u wylotu Doliny Lejowej, na Lipkach w Zakopanem, w Kościelisku i w rejonie Poronina.

 

"Aeroklub nie miał wpływu"

 

Na pytanie, kto ponosi odpowiedzialność za te zdarzenia, Dankowski odpowiedział, że "na pewno nie organizator".

 

- Aeroklub słowacki nie miał na to żadnego wpływu, więc nie może teraz ponosić odpowiedzialności. Można tylko dyskutować, czy trasa powinna przebiegać akurat w tych miejscach - przyznał.

 

- Decyzję o rozpoczęciu konkurencji organizator musiał podjąć wcześnie rano. Wtedy jeszcze warunki oraz prognozy były znacznie lepsze, niż okazały się być później, gdy zaczął padać śnieg - podkreślił pilot.

 

Policja: dalsze czynności po stronie słowackiej

 

- Środowych zdarzeń nie można nazwać wypadkami. Takie sytuacje się zdarzają, ale jest to po prostu lądowanie w przygodnym terenie. W Polsce doszło właśnie do tego typu sytuacji - powiedział polsatnews.pl asp. sztab. Roman Wieczorek. - Wezwaliśmy eksperta od wypadków lotniczych, który zajmuje się sprawą, ale pilot, który stracił życie, spadł po stronie słowackiej, więc dochodzenie w tej sprawie prowadzi już tamtejsza prokuratura.

 

- Dla nas jest to sprawa zamknięta, gdyż na terenie Polski nie doszło w uszczerbku na zdrowiu ani mieniu - podsumował rzecznik prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Zakopanem.

 

polsatnews.pl