Jak wynika z komunikatu zamieszczonego w czwartek na stronie internetowej Prokuratury Krajowej, zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z udziałem funkcjonariuszy ABW w przeszukaniu redakcji tygodnika "Wprost" złożył do prokuratury koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński.

  

"Z popartego analizą zawiadomienia wynika, że 18 czerwca 2014 r. w związku z czynnościami w redakcji mogło dojść do przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych, tj. przestępstwa z artykułu 231 Kodeksu karnego, co mogło mieć na celu zastraszanie dziennikarzy tygodnika, którzy opublikowali zapis nagrań kompromitujących rząd PO-PSL" - podała Prokuratura Krajowa w komunikacie.

  

Umorzenie śledztwa "przedwczesne"

  

Podkreślono, że w zawiadomieniu złożonym przez Kamińskiego pojawiły się "nowe fakty", a sprawa "wywołała wątpliwości dotyczące przestrzegania wolności prasy w Polsce". Dlatego też - jak podano w komunikacie - prokurator krajowy Bogdan Święczkowski uznał, że umorzenie śledztwa było przedwczesne i polecił podjęcie go na nowo. Sprawa trafi do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu. 

 

"Prokuratura ponownie oceni działania ówczesnego kierownictwa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, nadzorującego przeszukania w tygodniku »Wprost« prokuratora Józefa Gacka i ewentualnie innych osób, które odpowiadały za czynności funkcjonariuszy ABW w redakcji" - podano w komunikacie.

  

ABW w redakcji tygodnika

 

Prokuratorzy, wraz z funkcjonariuszami ABW, weszli do redakcji »Wprost« 18 czerwca 2014 r., w ramach śledztwa dotyczącego nielegalnego podsłuchiwania m.in. polityków. Zażądano wydania nośników z nagraniami. Redakcja odmówiła, w związku z czym prokuratura zarządziła przeszukanie. Odstąpiono od tych działań po szamotaninie i wtargnięciu do gabinetu naczelnego osób postronnych. 

 

Ówczesny naczelny "Wprost" zapowiedział, że redakcja przekaże prokuratorom nośnik z nagraniem, gdy tylko upewni się, że nie naraża to źródła informacji. Stało się to po kilku dniach.

  

Po tym prokuratura podawała, że dążyła do "ugodowego przejęcia nośnika" w gabinecie naczelnego "Wprost". Także ABW oświadczyła po przeprowadzeniu wewnętrznej kontroli, że jej funkcjonariusze działali zgodnie z prawem i nie przekroczyli swoich uprawnień.

  

Śledztwo dwukrotnie umorzone

 

Początkowo śledztwo wszczęte przez łomżyńską prokuraturę dotyczyło działań samych prokuratorów. Jak informował wówczas zastępca szefa Prokuratury Okręgowej w Łomży Bogusław Dereszewski, w tym zakresie zostało umorzone z oceną, iż brak było ustawowych znamion czynu zabronionego.

  

Łomżyńska prokuratura podjęła je na nowo, gdy otrzymała dodatkowe materiały, dotyczące także funkcjonariuszy ABW - i umorzyła ponownie, z takim samym uzasadnieniem. Śledczy doszli do wniosku, że te działania prokuratorów i funkcjonariuszy były zasadne i zgodne z przepisami.

 

"Afera taśmowa" wybuchła w czerwcu 2014 roku. Ujawniono wówczas w tygodniku "Wprost" szczegóły rozmów polityków, w większości z Platformy Obywatelskiej. Konsekwencje dotknęły jedynie szefa MSWiA Bartłomieja Sienkiewicza, który podał się do dymisji. Kelnerzy m.in w restauracji "Sowa i Przyjaciele" nagrali ministrów MSWiA, MSZ i szefa NBP.

 

PAP