Nauczyciele sformułowali swoje postulaty w 25 punktach. Domagają się m.in. zredukowania przeładowanego ich zdaniem programu nauczania i zniesienia obowiązku przebywania uczniów w szkole podstawowej do godz. 16, rewizji i uproszczenia systemu nadzorowania szkół, większej samodzielności placówek oświatowych, swobody w doborze podręczników oraz płatnych nadgodzin.

 

Szefowa Związku Zawodowego Pedagogów Piroska Gallo wezwała do pięciominutowej przerwy w pracy o godz. 12 we wszystkich urzędach i sklepach na znak solidarności z pedagogami. - Chcielibyśmy przekazać rządowi komunikat, że jeśli nie działa szkoła, to nic w kraju nie działa - oznajmiła.

 

Sprzeciw nauczycieli budzi m.in. utworzony w 2013 r. urząd o nazwie KLIK - Centrum Wspierania Instytucji im. Kuno Klebersberga, ministra ds. religii i oświaty w okresie międzywojennym. Urząd miał zagwarantować szkołom, które były wcześniej utrzymywane przez samorządy, stabilne finansowanie, ale zarzuca mu się upolitycznienie.

 

Mniejsze uprawnienia nauczycieli

 

Krytycy wskazują, że nowe zasady doprowadziły do przeciążenia nauczycieli, wydłużyły ich godziny pracy, odebrały im prawo do wybierania podręczników oraz zmusiły do korzystania z książek zawierających błędy.

 

Środowy protest poparły związki zawodowe nauczycieli i ruch na rzecz zmian w oświacie Tanitanek (Chcemy Uczyć). To kolejny z serii protestów nauczycielskich w ostatnich tygodniach. Poprzedni dwugodzinny protest nauczyciele przeprowadzili w ostatni piątek.

 

Na mocy uzgodnień między rządem premiera Viktora Orbana i komitetem strajkowym nauczyciele nie są zobowiązani do prowadzenia w środę lekcji, ale muszą zapewnić opiekę nad dziećmi.

 

PAP