- Mnie się to nie podoba - powiedział Karczewski o głosowaniu, w którym Małgorzata Zwiercan z Kukiz’15 oddała głos za nieobecnego na sali Kornela Morawieckiego. - Ja bym wolał, by te głosowania odbywały się w sposób cywilizowany, żebyśmy byli odpowiedzialni, posłowie i senatorowie są na sali i głosują. Jeśli chcemy zademonstrować coś to w sposób taki, który nie wpłynie na wynik tego głosowania.


Przyznał jednocześnie, że parlamentarzyści PiS też wcześniej wyjmowali karty podczas głosowań, ale od razu usprawiedliwił takie zachowanie. - Wyciągnęliśmy karty, kiedy głosowaliśmy za wnioskiem pana prezydenta Komorowskiego odnośnie referendum - stwierdził marszałek Senatu. - Ja nie mogłem zagłosować przeciwko referendum, bo jestem wielkim fanem referendów. Uważam, że bardzo wiele spraw w Polsce powinno się rozstrzygać w wyniku referendum.

 

"My demonstrowaliśmy nasze oburzenia"


Na uwagę prowadzącej rozmowę Doroty Gawryluk, że to samo właśnie zrobiła Platforma Obywatelska Marek Karczewski stanowczo zaprzeczył. - Co innego jest, jeśli my demonstrujemy swoje oburzenie samym głosowaniem, a co innego jeśli w wyniku wyciągnięcia kart powodujemy, że głosowanie jest nieważne - podkreślał. Ocenił, że zachowanie opozycji, to była "zmowa, która miała prowadzić do wypaczenia wyników głosowania".

 

"Marszałek Kuchciński miał prawo być zmęczony"


Według opozycji marszałek Sejmu Marek Kuchciński po "głosowaniu na dwie ręce" nie przyjął wniosków formalnych od posłów opozycji. Marszałek Senatu stanął w jego obronie. - Dziewięćdziesiąt kilka procent wniosków nie jest wnioskami formalnymi i marszałek miał prawo być nimi zmęczony.

 

Polsat News