Osoby, których tożsamość nie jest jeszcze znana, zakradły się na teren cyrku w poniedziałek wieczorem.

 

Po znalezieniu przyczepy, w której znajdowały się para strusi oraz gęś, sprawcom udało się odkręcić zawiasy i otworzyć drzwi. Według miejscowej policji zwierzęta od razu wykorzystały okazję i uciekły. Wyprawa skończyła się tragicznie dla strusia Nala. W czasie biegu po południowo-zachodnich dzielnicach miasta struś wpadł pod koła samochodu i zginął. Kierowca uciekł z miejsca zdarzenia.

 

Pozostałe dwa ptaki zostały schwytane, ale struś Zawo prawdopodobnie zostanie uśpiony. Jak zwraca uwagę "Süddeutsche Zeitung", niemieckie prawo wymaga bowiem, aby strusie były trzymane parami.

 

W rozmowie z niemiecką gazetą właściciel cyrku André Kaiser wyraził rozgoryczenie z powodu zajścia. Jego rodzina prowadzi cyrk od dwustu lat, a on sam twierdzi, że przyjaźni się ze swoimi zwierzetami.  Dodał, że nie zauważył włamania, ponieważ akurat pielęgnował wielbłądy.

 

Cyrk ma problemy od dłuższego czasu

 

Według niemieckich mediów uwolnienie strusi to kolejny element "zastraszania" właścicieli cyrku. W ostatnim czasie aktywiści zamazali niemal każdy plakat reklamowy w mieście i zarzucili cyrkowcom torturowanie zwierząt.

 

Kaiser twierdzi też, że został zaatakowany przez nieznanych sprawców.  Innym razem pracownicy mieli być śledzeni przez trzech mężczyzn i kobietę, którzy nosili kurtki z logotypami grupy Peta, która walczy o prawa zwierząt.

 

Policja po ostatnim incydencie zwiększyła swoją obecność w okolicy cyrku. Ma to odstraszyć aktywistów od kolejnych działań.

 

thelocal.de, Süddeutsche Zeitung