Dziennikarze wykorzystali kamery termowizyjne, które wykazały obecność podejrzanych źródeł ciepła w ramach rowerów oraz tylnych piastach.

 

Nie podali jednak nazwisk kolarzy, którzy mieli stosować doping mechaniczny.

 

Kolarska federacja się broni

 

Do sprawy odniosła się już Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI), która korzysta z badań rezonansem magnetycznym. - Testowaliśmy wiele metod wykrywania oszustw przez ostatni rok - przekazał agencji Reutera przedstawiciel UCI.

 

- Wypróbowaliśmy kamery termowizyjne, badania rentgenowskie i ultradźwiękowe, ale na razie rezonans magnetyczny jest najbardziej opłacalny i pewny. Skanowanie wykonywane jest przy pomocy tabletu, a operator moze dokonać testów ramy i kół roweru w mniej niż minutę - dodał.

 

Unia poinformowała, że sprawdziła 216 rowerów w wyścigu Dookoła Flandrii i 224 w Paryż-Roubaix.

 

Nikt nie chce być "robiony w balona"

 

Rewelacje zachodnich mediów skomentował także polski kolarz Sylwester Szmyd. "Dzisiejszy artykuł w Corriere della Sera mówiący o dochodzeniu TV francuskiej dotyczącym dopingu mechanicznego wywołał we mnie wielkie wzburzenie, ale i krzyk radości. Od 2-3 lat ktokolwiek ma minimalne pojecie o kolarstwie, raczej nie miał wątpliwości, że >>coś nie gra<<" - napisał na swojej stronie internetowej.

 

"Ludzi jeżdżących 7W/kg (to moc, którą produkuje kolarz w trakcie jazdy, przeliczona jeden kilogram masy jego ciała - przyp. red.) z zamkniętą buzią pod górę nie widzieliśmy nawet w dawnej >>epoce<<. Jak każdy, kto podchodzi do swojej pracy uczciwie i z pełnym poświęceniem, trenując w deszczu, śniegu, upale nierzadko po 7 godzin, nie chce być robiony w balona. Maxi kary, dożywotnia dyskwalifikacja czy zamknięcie drużyny, cokolwiek UCI zrobi, ale niech coś zrobi. Bo z programu wygląda na to, że dużo wiedzą a… robią mało" - dodał.

 

Corriere della Sera, France 2, BBC, Reuters, sylwesterszmyd.pl