We wtorek śródmiejski sąd rejonowy ma ogłosić wyrok ws. legalności picia alkoholu nad Wisłą. Chodzi o sprawę Marka Tatały, który w lipcu 2015 r. nie przyjął mandatu za picie piwa na bulwarach wiślanych między mostami Poniatowskiego a Łazienkowskim. Mężczyzna, posiłkując się m.in. opinią prawną przygotowaną pod koniec 2014 r. dla ratusza, przekonuje, że na brzegach Wisły - poza terenem związanym z komunikacją publiczną (tramwaj wodny) oraz obszarem ulicy (teren pod mostem Poniatowskiego) - można pić alkohol.


Zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości picie alkoholu jest zabronione na ulicach, placach i w parkach.

 

"Miasto zobowiązane do promowania pewnego stylu bycia"


Wiceprezydent stolicy Michał Olszewski pytany we wtorek o spożywanie alkoholu nad Wisłą, powiedział, że miasto jako samorząd lokalny jest zobowiązane do promowania trzeźwości oraz "pewnego stylu bycia i sposobu przebywania nad Wisłą".


- Jak najbardziej uważamy i od początku tak uważaliśmy, że na bulwarach można pić alkohol w punktach gastronomicznych - powiedział Olszewski. 


Z opinii prawnej przygotowanej dla stołecznego ratusza wynika, że bulwar nie wpisuje się w definicję ulicy, która to określa "drogę na terenie zabudowy lub przeznaczonym do zabudowy (...), w której ciągu może być zlokalizowane torowisko tramwajowe".


W uzasadnieniu zdefiniowano także pojęcie "drogi", do którego odwołuje się definicja ulicy. - Zgodnie z tą definicją drogą jest określona budowla wraz z dodatkowymi obiektami i urządzeniami przeznaczona do ruchu drogowego i zlokalizowana w pasie drogowym - napisano.

 

Mandaty tylko po jednej stronie Wisły


Inaczej przepisy interpretuje policja i straż miejska, według których bulwary są częścią ulicy i spożywanie alkoholu jest na nich zakazane. Dlatego - jak poinformował zespół prasowy Komendy Stołecznej Policji - tylko w zeszłym roku policjanci przeprowadzili na bulwarach ok. 2,5 tys. interwencji, w wyniku których za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym nałożono prawie 1,4 tys. mandatów. Za to wykroczenie grozi mandat w wysokości 100 zł.


Co ciekawe mandat za picie alkoholu można dostać tylko na zachodnim brzegu Wisły, gdzie znajdują się bulwary; na praskim brzegu - porośniętym krzakami - policja i straż mandatów nie wystawia. - Na praskim brzegu Wisły nie stosuje się postępowania mandatowego wobec osób spożywających tam alkohol, poza terenem na przykład plaż. Tam obowiązują odrębne regulaminy zachowania - powiedział asp. szt. Tomasz Oleszczuk z zespołu prasowego KSP.

 

Spada liczba interwencji za picie "pod chmurką"

 

Jak podkreśla Katarzyna Dobrowolska ze straży miejskiej bulwary wiślane są miejscami atrakcyjnymi dla mieszkańców, dlatego są one częściej kontrolowane przez funkcjonariuszy (każdego dnia na terenie całej Warszawy pracuje co najmniej 400 strażników miejskich). Poinformowała, że stołeczna straż miejska dysponuje wyrokami sądowymi skazującymi osoby pijące alkohol na określonym odcinku bulwarów wiślanych, które spełniają wymogi ustawowe.


Z danych straży miejskiej wynika, że w Warszawie spada liczba interwencji w związku z piciem alkoholu "pod chmurką". W 2012 roku było 55 tys. takich przypadków, a w 2015 r. - ponad 35 tys. Najwięcej kontroli nad Wisłą straż prowadzi w weekendy w ramach akcji "Zmierzch". Funkcjonariusze patrolują okolice knajp, pubów oraz klubów znajdujących się nieopodal rzeki.


Zdaniem psycholog dr Agnieszki Bratkiewicz z Uniwersytetu SWPS spożywanie alkoholu w miejscach publicznych, takich jak parki, skwery czy place zazwyczaj motywowane jest dwoma czynnikami: ekonomicznym i towarzyskim. W związku z tym alkohol na świeżym powietrzu spożywają najczęściej nastolatki - w grupie, z dala od domu i rodziców.

 

Picie w "outdorze" zachowaniem ryzykownym


Bratkiewicz zwraca jednak uwagę, że to zjawisko nie jest wyłącznie domeną Polaków - podobny styl picia prezentują np. nastolatki brytyjskie. Ponadto - jak wyjaśnia psycholog - ta forma nie jest zbyt popularna wśród osób dorosłych - w Polsce dotyczy ok. 10 proc. pijących alkohol. Najpopularniejszym miejscem, w którym Polacy piją jest dom - własny lub znajomych. Bratkiewicz dodała, że na spożywanie alkoholu w miejscach niedozwolonych decydują się najczęściej mężczyźni. 


- Picie alkoholu w "outdorze" jest zachowaniem, które można zaliczyć do ryzykownych, i wcale nie chodzi tylko o ryzyko mandatu. Badania wykazują, że osoby, które spożywają alkohol na zewnątrz, są bardziej narażone na różnego rodzaju szkody związane z alkoholem - takie jak np. fizyczne urazy, doznanie przemocy czy straty materialne - niż osoby pijące np. u siebie w domu lub w restauracji - mówiła Bratkiewicz.


PAP