Poseł Morawiecki przyznał, że opuszczając salę obrad "na chwileczkę" nie spodziewał się, że akurat wtedy dojdzie do głosowania.

 

-  Akurat w tym czasie nie byłem na sali, ale po prostu na całych głosowaniach w Sejmie byłem, podpisałem listę i to, że mnie nie było na sali, było przypadkiem. To nie jest ten sam jakby proces, który dotyczy moich kolegów, którzy wyjęli karty i będąc na sali intencjonalnie nie chcieli głosować. To jest zupełnie co innego - wyjaśnił.

 

"Dała świadectwo prawdzie"

 

Morawiecki przyznał, że wychodząc z sali sejmowej przed głosowaniem nad wyborem sędziego TK, "precyzyjnie wyjawił swoją wolę koleżance".

 

"Małgorzata (Zwiercan - red.) podzielała moje wątpliwości i zamiary, zrobiła dokładnie to, co ja sam bym zrobił. Wcisnęła przycisk wstrzymania się od głosu na rejestratorze z moją kartą. Tym samym dała świadectwo prawdzie" – czytamy w oświadczeniu. 


Posłowie przekonywali w oświadczeniu, że nie naruszyli konstytucji, żadnej ustawy, ani regulaminu Sejmu. "Nie uchybiliśmy etyce poselskiej" - zapewnili w piśmie dodając: "Każdego, kto sądzi inaczej prosimy o podanie konkretnego przepisu prawa, który został naruszony, złamany, błędnie zinterpretowany, nadużyty lub nagięty".

 

 

 

"Opozycja złamała regulamin Sejmu"


Posłowie oskarżyli także posłów opozycji, którzy pomimo przebywania na sali sejmowej nie wzięli udziału w głosowaniu.


"Czym było wyjęcie kart do głosowania przez posłów PO, Kukiz'15, Nowoczesnej i PSL którzy byli na sali? Czy nie było to potwierdzeniem nieprawdy i na dodatek złamaniem regulaminu (art. 7 p. 4, "do podstawowych obowiązków posła należy w szczególności: udział w głosowaniach podczas posiedzeń Sejmu..."). Czy nie było to zmową będących na sali a udających nieobecnych? Postępowanie tych co wyjęli karty było świadomym naruszaniem prawa" - pytają Zwiercan i Morawiecki w oświadczeniu.


Kończą je przepraszając wszystkich, którzy poczuli się urażeni. "Nasze postępowanie wynikało z emocji i zamieszania panującego na sali" - napisali.


polsatnews.pl