Chodzi o czwartkowe głosowanie w sprawie wyboru prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, w trakcie którego była posłanka klubu Kukiz’15 zagłosowała za Kornela Morawieckiego.

 

Poseł Morawiecki przyznał w poniedziałek w oświadczeniu, że opuszczając salę obrad "na chwileczkę" nie spodziewał się, że akurat wtedy dojdzie do głosowania. Dodał, że wychodząc z sali sejmowej przed głosowaniem nad wyborem sędziego TK, "precyzyjnie wyjawił swoją wolę koleżance". "Małgorzata (Zwiercan - red.) podzielała moje wątpliwości i zamiary, zrobiła dokładnie to, co ja sam bym zrobił. Wcisnęła przycisk wstrzymania się od głosu na rejestratorze z moją kartą. Tym samym dała świadectwo prawdzie" – czytamy w oświadczeniu. 

 

"Nie powinien powtarzać, że nie wie o co chodzi"

 

- Niestety, ale to jest prawo karne i ma klasyczną formę przestępstwa, która dotyczy podżegania do czynu karalnego i sfałszowania organu władzy państwowej - komentował całą sytuację  w rozmowie z Dorotą Gawryluk Ryszard Kalisz, były szef kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego.

 

- W tej sytuacji Morawiecki powinien uderzyć się w pierś i przyznać, że złamał prawo, a nie powtarzać, że nie wie o co chodzi - uważa Kalisz.

 

Jego zdaniem, parlament jest najwyższym organem władzy ustawodawczej, "więc Morawiecki dał zły przykład wszystkim przedstawicielom rad samorządowych, przedsiębiorstwom, spółkom akcyjnym itp." - To niepokojące - zaznaczył.

 

Wipler: Morawiecki mocno przesadził

 

Według Przemysława Wiplera z Kongresu Nowej Prawicy, w Parlamencie Europejskim same głosowania nad konkretnymi projektami nie mają większego znaczenia, ponieważ decyzja o tym kto jaki głos odda zapadają jeszcze przed posiedzeniem. - Potem odbywa się już tylko teatrum, ale w polskim Sejmie jest inaczej - podkreślił.

 

- Tutaj za takie coś jak głosowanie za kolegę posłowie lewicy zostali już kiedyś ukarani. Takich rzeczy robić nie wolno. Jest w tej kwestii zarówno obyczaj jak i prawo, no i poseł Morawiecki mocno przesadził próbując uciec przed swoim skandalicznym błędem - dodał.

 

Polityczne sztuczki

 

Obydwaj obecni w studiu politycy podkreślili jednak, że stosowanie podobnych sztuczek jest w polityce normą.

 

Przemysław Wipler stwierdził np. że bardzo często zdarzają się sytuacje, gdy posłowie na konkretne głosowanie wyjmują karty chociaż i tak wszyscy wiedzą, że są oni obecni na sali obrad.

 

- Podobnie np. w USA są posłowie, którzy potrafili przez kilkadziesiąt godzin przemawiać, czy czytać z mównicy sejmowej np. Biblię, bo nie było limitu czasu - mówił. -  Są różne formy proceduralnych zagrywek, które wynikają m.in. z niedoskonałości regulaminu Sejmu - dodał.

 

 polsatnews.pl