- Na pewno zabranie 12 Syryjczyków do Rzymu wyrosło z potrzeby papieskiej pomocy i wyznaczenia jakiegoś programu dla Europy. To jest też silnym znakiem politycznym i może nawet żółtą kartką pokazaną politycznej Europie - pokreślił


- Papież prowadzi swoją politykę bez polityki – powiedział prof. Stempin. Jak wyjaśnił papież Franciszek "nie jest takim politykiem jak Jan Paweł II, nie jest takim politykiem, jakim był Benedykt XVI, ale pod ta swoją główną misją nakierowania Kościoła na ubogich, prowadzi politykę".


Historyk wyjaśnił, że wybieraniem rodzin, które papież zabrał do Rzymu zajmowała się dyplomacja watykańska, a cała akcja uzgodniona była wcześniej z rządem greckim i włoskim.


"Chodziło o przywrócenie godności"


Zdaniem prof. Stempina "uchodźcy w papieżu i jego wizycie widzieli ostatnią deskę ratunku, która pewnie nie uchroni ich przed deportacją do Turcji". - Chodziło o przywrócenie godności tym ludziom, którzy traktowani są trochę biurokratycznie, bez twarzy, jako numer - tłumaczył ekspert.


- Ta konfrontacja z papieżem, który podaje im rękę, czy oni, którzy tę rękę całują, to jest taki wklad, który przywraca im godność ludzką - dodał.


Profesor podkreślił, że "ubogi Kościół, ubogich ludzi to naczelna misja i główny paradygmat, któremu służy Franciszek". - On w tej chwili pewnie sam sobie zdaje pytanie, czy uda mu się przestawić te zwrotnice administracyjnej centrali Kościoła katolickiego na dłużej, niż trwa jego pontyfikat - powiedział prof. Stempin.

 

Polsat News