- Bardzo zaniepokoił mnie incydent na Morzu Bałtyckim. Było wiele podobnych przypadków z rosyjskimi samolotami. Obawiam się, że może dojść do wypadku, ponieważ ostatnim razem samoloty rosyjskie przeleciały bardzo blisko amerykańskiego okrętu. Niektórzy uważają, że Władimir Putin po prostu prowokuje - uważa szefowa amerykańskiej dyplomacji za czasów prezydenta Billa Clintona.

 

"To, czego się obawiam, to możliwość katastrofy"

 

- Musimy być bardzo uważni, żeby odpowiedzieć na takie działania właściwie. Ale tak, aby nie było wątpliwości, że to, co robią Rosjanie, jest nieakceptowalne. To, czego się obawiam, to możliwość katastrofy  - dodała Madeleine Albright.

 

Zauważyła, że „Putin zawsze naciska szukając najsłabszych punktów. NATO nieustannie szuka sposobów, by pozostać silnym”.

 

- Pamiętam, kiedy Polska wchodziła do NATO - to był wielki moment. Sojusz uważał, że nie będzie już spraw, którymi miałby się zająć w tym regionie. Dziś rozumie, że ciągle mamy sporo odpowiedzialności względem siebie - artykuł piąty Traktatu Północnoatlantyckiego - i musimy być dobrze przygotowani. NATO tworzy plany, przesuwa siły zbrojne, ale myślę, że musimy pozostać bardzo ostrożni - zaznaczyła.

 

Incydenty z rosyjskimi samolotami

 

W poniedziałek i we wtorek rosyjskie Su-24 przeleciały 20 razy nad niszczycielem USS "Donald Cook", znajdującym się na wodach międzynarodowych na Bałtyku. Na pokładzie okrętu był polski śmigłowiec.

 

Natomiast w czwartek rosyjski SU-27 przechwycił amerykański samolot nad Morzem Bałtyckim.
 
Pierwszy incydent wydarzył się na wodach międzynarodowych w odległości 70 mil morskich (ok. 130 km) od Kaliningradu. USS "Donald Cook" wyszedł w poniedziałek z portu w Gdyni.
 
Rosyjskie samoloty nie były uzbrojone, nie reagowały na próby kontaktu radiowego ze strony Amerykanów.
 
Rzecznik rosyjskiego resortu obrony Igor Konaszenkow powiedział, że załogi Su-24 wykonywały w ostatnich dniach planowe loty szkoleniowe nad neutralnymi wodami Morza Bałtyckiego. Trasa przelotu przebiegała przez rejon, w którym znajdował się amerykański niszczyciel.

 

Rzecznik podkreślił, że był to obszar leżący około 70 km od rosyjskiej bazy morskiej i jak wyjaśniał "po natrafieniu na okręt będący w polu widzenia rosyjscy piloci wykonali zwrot i wycofali się, przestrzegając przy tym wszelkich zasad bezpieczeństwa".

 

PAP