Na początku tygodnia rosyjskie samoloty przeleciały bardzo blisko obok amerykańskiego niszczyciela USS "Donald Cook", który prowadził wspólne ćwiczenia z polskim lotnictwem. W jednym z wypadków Rosjanie przelecieli tak blisko, że amerykańscy dowódcy przerwali wspólną operację do czasu aż SU-24 opuściły rejon ćwiczeń. Następnego dnia do amerykańskiego okrętu zbliżyły się dwa rosyjskie helikoptery.

 

"Manifestacja siły potrwa do szczytu NATO"

 

- Przyczyn prowokacji może być wiele, ale punktem docelowym jest zbliżający się szczyt NATO w Warszawie. Pewne decyzje kluczowe już zapadły, Rosjanie o nich wiedzą. Wiadomo, że radykalnie będzie zwiększona liczba żołnierzy NATO we wschodniej flance, będą zwiększone wydatki amerykańskie na zbrojenia pozwalające na jej ochronę. Jest jasne że podczas szczytu warszawskiego odbędą się posiedzenia szczytu NATO-Gruzja i NATO-Ukraina - wyjaśnił Kowal. Ocenił, że "to nie podoba się Rosjanom i będą demonstrowali dezaprobatę do momentu szczytu".

 

Zdaniem Kowala niebezpieczny okres może nastąpić na przełomie lipca i sierpnia. - Będą szukali miejsca, gdzie będą mogli zademonstrować swoją siłę - dodał.

 

"Cel propagandowy i polityczny Putina"

 

- To są rytuały które pokazują, jak Rosjanie traktują swoje partnerstwo z NATO. Chcą pokazać, że im na tym nie zależy. Jak prawie każde działanie wojskowe Federacji Rosyjskiej, a wcześniej Związku Sowieckiego w dużym stopniu ma cel propagandowy, żeby pokazywać że cele polityczne Putina, które polegają na tym, żeby Rosja znowu była jak Związek Radziecki takim mocarstwem atomowym o znaczeniu globalnym, że one przynoszą jakiś efekt - podsumował Kowal.

 

Polsat News