Ireneusz Klamer założył firmę i zaczął handlować złomem.

 

- Sprzedałem samochód osobowy, kupiłem ciężarowy i zacząłem po prostu jeździć i szukać złomu. Gotówki za wiele nie miałem, ale pomału, pomału… Sprawiało mi to przyjemność. Trwało to do pierwszej kontroli – wspomina przedsiębiorca.

 

Urząd Kontroli Skarbowej zbadał transakcje między nim a jego kontrahentem Sebastianem A. Stwierdzili, że były fikcyjne, a Sebastian A. w ogóle nie prowadzi firmy. Nakazali więc panu Ireneuszowi zapłacić 450 tys. zł zaległego podatku, ale za swojego kontrahenta. Okazało się, że w czasie gdy mężczyźni współpracowali, Sebastian A. nie zaksięgował ani jednej faktury. Nie odprowadził ani złotówki podatku.

 

- Jak się dowiedziałem, w co jestem zaplątany, to 8 kg schudłem w dwa tygodnie – mówi pan Ireneusz.

 

Jakby tego było mało, urzędnicy skierowali jeszcze sprawę do prokuratury. W konsekwencji sąd jednak całkowicie uniewinnił bohatera naszego reportażu. Ustalił, że decyzje urzędników skarbowych są całkowicie błędne. Stwierdził, że pan Ireneusz nie może ponosić odpowiedzialności za to, że jego kontrahent nie płaci podatków. Potwierdził, że transakcje nie były fikcyjne, a Sebastian A. przyznał w sądzie, że to on nie płacił VAT.

 

Ale dla urzędników UKS nic ten wyrok nie znaczy. Dalej domagają się od przedsiębiorcy całości zaległych pieniędzy, a zeznań Sebastiana A. nie uznają za nowy dowód w sprawie.

 

- Wszyscy współczują, ale nikt nie chce podjąć decyzji, żeby wznowić postępowania i dowiedzieć się, jaka jest prawda. Jak już wpadasz w tę machinę, to jest już po tobie. Możesz się poddać – mówi Ireneusz Klamer.

 

polsatnews.pl