We wtorek niespodziewanie do bloku głosowań w Sejmie wpisano głosowanie nad kandydaturą Zbigniewa Jędrzejewskiego na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

 

Politycy opozycji - niezadowoleni z kandydatury - umówili się, że w trakcie głosowania wyjmą karty do głosowania. Dlatego elektroniczny system głosowań uznał, że byli nieobecni na sali plenarnej podczas głosowania. Tuż po nim obwieścili nawet swoje zwycięstwo i zaczęli bić brawo, a zaskoczony marszałek Marek Kuchciński zarządził dwuminutową przerwę.

 

Szybko okazało się, że radość opozycji była przedwczesna. Marszałek Kuchciński ogłosił, że Jędrzejewski jednak został sędzią. Okazało się, że kilku posłów klubu Kukiz'15 wyłamało się z umowy i zagłosowało. Sześciu z nich wstrzymało się od głosu, a jeden poparł kandydaturę Jędrzejewskiego.

 

 

W ten sposób liczba głosujących przekroczyła połowę. Prawo i Sprawiedliwość miało kworum, więc głosowanie było ważne.

 

"Przestępstwo" na sali plenarnej

 

To jednak nie był koniec sprawy - posłowie opozycji przeanalizowali wyniki głosowania i zaczęli informować o oszustwie. Doszło do głosowania "na dwie ręce", czyli oddawania głosów za posłów nieobecnych na sali plenarnej.

 

Okazało się, że posłanka Małgorzata Zwiercan z Kukiz'15 zagłosowała za nieobecnego Kornela Morawieckiego, o czym poinformowała Agnieszka Pomaska. Działaczka PO dodała, że Zwiercan się jej do tego przyznała.

 

 

Dodatkowo kilkadziesiąt minut po głosowaniu posłanka wrzuciła na Twittera nagranie, na którym Zwiercan potwierdza, że nacisnęła przycisk za Morawieckiego.

 

Pomaska dodała, że przekazała już nagranie prawnikowi, a władze klubu podejmą decyzję, czy złożą wniosek o wszczęcie postępowania przez prokuraturę.


- Poseł Morawiecki siedział obok trochę zdziwiony, że to jest przestępstwo. Jak wiadomo, nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności - powiedziała posłanka Platformy.


Pomaska zaznaczyła, że "należałoby się przyjrzeć temu, jak głosują posłowie klubu Kukiz’15". - Zaniepokoiło mnie to zdziwienie posła Morawieckiego i posłanki Zwiercan. Mam podejrzenia, że to nie jest taki pierwszy przypadek. Pytanie, czy ktoś jeszcze się przyzna, a jeśli nie, to może trzeba by to zbadać - dodała.

 

"Decyzja prawomocna"

 

Fakt wybrania Jędrzejewskiego i zamieszanie związane z kworum potwierdził po głosowaniu Eugeniusz Kłopotek z PSL.

 

 

- Decyzja jest prawomocna, bo na sali było 233 posłów. Do ważnego wyboru potrzeba było 230 posłów. Zamieszanie pojawiło się, ponieważ posłowie z ław opozycyjnych wyjęli karty, tak jakby formalnie nie było ich na sali, licząc na to, że być może nie będzie brało udziału w głosowaniu co najmniej 230 posłów.

 

- Wielka hucpa, zamieszanie, chaos i wpędzanie Polski w spiralę konfliktu konstytucyjnego. PiS w ostatnim momencie zmienia porządek obrad, wybiera nowego sędziego, dochodzi do chaosu, czy to jest atmosfera chrześcijaństwa? Czy to jest godne świętowanie 1050. rocznicy chrztu Polski? Czy to jest wypełnienie apelu prezesa Kaczyńskiego o pokoju i spokoju? - pytał z kolei prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

 

Kukiz: jeśli to prawda, powinna złożyć mandat

 

Do sprawy odniósł się także lider klubu Kukiz'15. - Jeżeli rzeczywiście tak się zdarzyło (Zwiercan głosowała za Morawieckiego - przyp. red.), to pani Zwiercan powinna złożyć mandat. To jest dla mnie rzecz oczywista - stwierdził Paweł Kukiz.

 

 

Polityk nie odniósł się jednak do postawy Kornela Morawieckiego. Marszałek senior poinformował, że poprosił Zwiercan o oddanie głosu, ponieważ źle się poczuł. Jednocześnie przyznał, że sam tak zagłosowałby i w "sensie moralnym" nie dostrzega problemu.

 

"Przestępstwo dokonane na oczach całej Polski"

 

- Polska pogrąża się w chaosie i destabilizacji. Mówią, że chcą porozumienia, rząd nie drukuje wyroku, prezes markuje rozmowy - powiedział po głosowaniu lider Nowoczesnej Ryszard Petru.

 

- Co gorsza, to głosowanie odbyło się w taki sposób, że jedna z posłanek Kukiz’15 Małgorzata Zwiercan zagłosowała za inną osobę. Zostało dokonane przestępstwo, są na to dowody - podkreślił Petru.

 

Lider Nowoczesnej zauważył także, że pomimo "dokonania przestępstwa" marszałek Sejmu nie zareagował na wniosek formalny o reasumpcję głosowania. - Zbigniew Ziobro mówi, że będzie ścigał przestępstwa, ale jak przestępstwo jest dokonane na oczach całej Polski, premier, prezesa i ministra sprawiedliwości, to oni na to nie reagują. Pytanie, czy Polacy mogą się czuć bezpiecznie - dodał.

 

PO: Kuchciński wziął udział w przestępstwie

 

- To czarny dzień dla polskiej demokracji, dla polskiego Sejmu, dla Polski. Byliśmy świadkami ordynarnego łamania prawa, którego dokonywał marszałek Kuchciński - powiedział na konferencji prasowej lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna.

 

Z kolei szef klubu PO Sławomir Neumann podkreślił, że marszałek Kuchciński, zanim ogłosił wyniki głosowania "uzyskał wiedzę od posłów o tym, że na Sali sejmowej dokonano przestępstwa głosując na cztery ręce".

 

Dodał, że zwrócił się do marszałka Sejmu o zabezpieczenie monitoringu, aby sprawdzić salę obrad. Neumann poinformował także, że Platforma złoży do prokuratury zawiadomienie ws. dzisiejszego głosowania. - Kuchciński wziął udział w przestępstwie przyjmując wyniki głosowania i ogłaszając wynik końcowy. To będzie także element sprawdzany przez prokuraturę, bo marszałek miał wiedzę wcześniej, że dokonano przestępstwa - mówił.

 

Rzecznik klubu PO Jan Grabiec poinformował na Twitterze, że PO wprawdzie otrzymała z Kancelarii Sejmu nagranie, ale plik był dostaliśmy uszkodzony, a później przekazano posłom informację, że są "trudności techniczne".

 

  

Opozycja "nie potrafi zachować się godnie"

 

Mieliśmy wystarczającą większość, żeby uznać, że to głosowanie było zgodne z prawem, nawet jeśli jeden czy dwa głosy byłyby unieważnione - powiedziała Beata Mazurek, rzecznik klubu parlamentarnego PiS.


- Źle się stało, że mieliśmy taki spektakl widowiskowy ze strony PO, a w zasadzie całej opozycji. To pokazuje tylko jedno, że nie potrafią zaakceptować tego, że przegrali wybory i w tej opozycji są. Nie potrafią zachować się godnie - podkreśliła.

 

 

Rok więzienia i grzywna

 

Na Twitterze były lider SLD Leszek Miller przypomniał, że w 2003 roku prokuratura żądała roku więzienia w zawieszeniu i 5 tys. zł grzywny dla posłów SLD głosujących za kolegów. Doniesienie do prokuratury w ich sprawie skierował marszałek Sejmu Marek Borowski, a obu posłów wykluczono z klubu SLD.

 

 

Sejm zamknął obrady bez powtórzenia głosowania.

 

Polsat News