24 marca w Hebronie na Zachodnim Brzegu Jordanu dwóch Palestyńczyków zaatakowało izraelskich żołnierzy nożami. Wojskowi odpowiedzieli ogniem. Jeden z nożowników zginął na miejscu. Z kolei Abdul Fatah asz-Szarif padł ranny na ziemię. Całe zajście zostało nagrane, łącznie z tym jak izraelski sanitariusz wojskowy podchodzi do rannego Palestyńczyka i strzela mu w głowę.

 

- Ofiara miała wiele ran postrzałowych w różnych częściach ciała, głównie w dolnej jego części i w klatce piersiowej. Mamy też zdjęcia uszkodzonej kości ramienia. Doszło też do krwawienia wewnątrz klatki piersiowej, ale przyczyną śmierci był strzał w głowę, który doprowadził do zniszczenia mózgu – powiedział Rajan Al.-Ali, palestyński patolog.

 

Wkrótce po tym, jak nagranie pojawiło się w internecie, doszło do protestów podczas pogrzebu asz-Szarifa. Swój sprzeciw wobec zachowania żołnierza wyrazili Palestyńczycy. Z kolei Izraelczycy, którzy również pojawili się na pogrzebie, podkreślali, że uznają zabójcę asz-Szarifa za bohatera i nie chcą, by był sądzony.

 

Premier Izraela Benjamin Netanjahu oświadczył, że zachowanie wojskowego jest niezgodne z wartościami izraelskiej armii. Natomiast minister obrony, który jednoznacznie potępił żołnierza, znalazł się na celowniku skrajnej prawicy. Zdjęcia Mosze Jaalona na celowniku snajpera z dopiskiem "politycznie wyeliminowany" ponoć rozsyłali po sieci nawet członkowie rządzącej partii Likud.

 

 

Z najnowszego sondażu wynika, że tylko pięć procent Izraelczyków chce osądzenia żołnierza. Ponad 80 proc. uznaje jego działanie, przynajmniej częściowo, za usprawiedliwione.

 

Polsat News, www.haaretz.com