Badania przeprowadzone na spotkaniach trzech sztokholmskich klubów - AIK, Djurgardens i Hammarby na dwóch stołecznych stadionach - narodowym Friends Arena i Tele2 Arena wykazały, że ponad 50 procent osób było pod wpływem alkoholu ze średnią zawartością 0,63 promila we krwi. U dziesięciu procent stwierdzono więcej niż jeden promil, a najwyższy wynik - 2,63 promila odnotowano u kibica AIK.

 

Badania wykazały też, że bez znaczenia był sektor, w którym przebywały pijane osoby. Zasiadały na trybunach dla gości, stowarzyszeń kibiców gospodarzy czy nawet w części przeznaczonej dla rodzin z dziećmi.

 

Przychodzą trzeźwi. Upijają się dopiero na stadionie

 

Raport instytutu STAD, który od 1995 roku zajmuje się badaniami nad spożyciem alkoholu i narkotyków w Sztokholmie stwierdza, że problemem nie są kibice przychodzący pod wpływem alkoholu, ponieważ tym można odmówić wejścia na stadion. Niepokojącym zjawiskiem jest upijanie się podczas meczów. Liczne bary i restauracje sprzedają bowiem alkohol bez większych ograniczeń.

 

"Doszło do tego, że w ten sposób można przyjść na mecz trzeźwym, a wyjść z niego pijanym" - skomentowały szwedzkie media.

 

"Happy hours" na meczach kobiet

 

Zjawisko pijaństwa pojawia się coraz częściej również na meczach ligi kobiecej, ponieważ zarządcy stadionów chcąc przyciągnąć kibiców oferują różne atrakcje, m.in. tanie piwo.

 

Dziennik "Aftonbladet" przytoczył przypadek z ligi kobiecej, na nowoczesnym, zbudowanym przed trzema laty stadionie Tele2 Arena.

 

- Przyszła rekordowa liczba osób, bo aż 6000. Na czas naszego meczu puby na obiekcie miały "happy hour" czyli piwo za pół ceny - powiedziała trenerka drużyny Djurgardens Yvonne Ekroth.

 

Władze klubów wspólnie ze STAD rozpoczęły w kwietniu projekt "Futbol bez pijaństwa" lecz, zdaniem mediów, jest to jak na razie szeroko pojęta dyskusja bez żadnych konkretów. Zakaz sprzedaży piwa przez stadionowe restauracje grozi katastrofą finansową dla kosztownych i spłacających kredyty obiektów" - skomentowały szwedzkie media.

 

PAP