Zatrzymana grupa składa się z sześciu mężczyzn, czterech kobiet i dziesięciorga dzieci. Twierdzą, że są irackimi Kurdami uciekającymi przed Państwem Islamskim. Spędzili półtora miesiąca w Idomeni, a przez Bułgarię zamierzali przedostać się do Niemiec lub Wielkiej Brytanii.

 

Dziesięcioro dorosłych postawiono przed sądem w najbliższym granicznym mieście Goce Dełczew. Grozi im niewielka grzywna lub trzy miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu. Zostaną odesłani z powrotem do Grecji.

 

Władze w Sofii od tygodni wyrażały obawy przed próbami przeniknięcia na terytorium bułgarskie uchodźców ze znajdującego się przy granicy Grecji z Macedonią obozu Idomeni, w którym w bardzo ciężkich warunkach przebywa około 11 tys. osób, w tym wiele kobiet i dzieci. Migranci są stamtąd ewakuowani przez greckie władze, ale przebiega to powoli. Wśród mieszkańców obozu narasta napięcie, wywołane daremnym oczekiwaniem na dalszą podróż na północ, gdyż trasa bałkańska jest obecnie zamknięta.

 

Policja użyła gazu łzawiącego wobec migrantów

 

Gdy w niedzielę przebywający w Idomeni migranci próbowali sforsować płot graniczny, macedońska policja użyła przeciwko nim gazu łzawiącego i kauczukowych kul. W wyniku tej interwencji ucierpiało około 260 uchodźców.

 

W poniedziałek premier Bojko Borysow zapowiedział, że ochronę granic państwa wzmocni 300 żołnierzy armii bułgarskiej. Nie poinformował jednak, gdzie będą oni rozlokowani. Według danych policji granicznej od początku roku zatrzymano 1336 ludzi, którzy znaleźli się na terytorium Bułgarii nielegalnie, a 10 tys. osób powstrzymano przed przedostaniem się przez zieloną granicę z Turcji.

 

Władze bułgarskie zadeklarowały również gotowość wybudowania w razie potrzeby płotu na niektórych odcinkach liczącej 472 kilometry długości granicy z Grecją.

 

PAP