Pracował jako sommelier, czyli ekspert od win w jednej z ekskluzywnych warszawskich restauracji, gdzie, jak przyznaje, nagrał około 40 rozmów. Zrobił to, bo jak mówi, przez lata pracy w branży obserwował "kupczenie państwem przez polityków".


- Takie rzeczy jak przekazywanie reklamówek z pieniędzmi, jak w sposób jawny rozmowa na temat przyjmowania korzyści majątkowych i tym podobnych historii, taką ewidentną złość po prostu budziły – podkreślił Konrad Lassota.


- Gdyby intencje były czyste, to by nagrywając sam to skierował do prokuratury i do mediów - zauważył Marek Biernacki, były koordynator służb specjalnych. Jego zdaniem to linia obrony Lassoty przed nadchodzącym procesem.


"Wątek finansowy wyłożony na pierwsze miejsce"


Zarzuty związane z nielegalnym podsłuchiwaniem usłyszały cztery osoby. Akt oskarżenia był gotowy we wrześniu zeszłego roku.


- Wątek finansowy został ustalony jako wiodący tak, by sprawę jak najszybciej zakończyć, aby z nas zrobić kelnerów, a wątek finansowy został wyłożony na pierwsze miejsce - twierdzi Lassota.


Mężczyzna utrzymuje, że za nagrania nigdy nie otrzymał wynagrodzenia, a zeznania o przyjmowaniu pieniędzy zostały na nim wymuszone w Centralnym Biurze Śledczym. Policjanci mieli go zastraszyć.


- W związku z nieprawdziwymi informacjami przekazywanymi przez pana Konrada Lassotę, kierownictwo CBŚP złożyło zawiadomienie do prokuratury o pomówieniu funkcjonariuszy - powiedziała Agnieszka Hamelusz, rzecznik CBŚP.


"Na rzecz państwa, na rzecz służb"


Według śledczych urządzenia rejestrujące w restauracjach zainstalowały i obsługiwały dwie osoby. Oprócz Lassoty za nagraniami polityków i biznesmenów miał stać Łukasz N.


- Jedyną osobą, z którą się kontaktowałem był Łukasz. Od niego otrzymałem propozycję, od niego też otrzymywałem informację dla kogo pracujemy, na czyją rzecz – zaznaczył Lassota. Na pytanie Jana Derengowskiego, na czyją rzecz pracowali, Lassota odpowiedział: "na rzecz państwa, na rzecz służb".


Były koordynator służb specjalnych uważa, że służby specjalne "na pewno nie były zamieszane w publikowanie tej afery". - Na pewno też nie były służby zamieszane w to, że chciały nagrywać polityków i biznesmenów. Jak już, to służby chciały nagrywać, jeżeli chodziło o przestępstwo - podkreślił Biernacki.


Oskarżeni w aferze podsłuchowej wciąż czekają na wyznaczenie przez sąd terminu ich procesu. Konradowi Lassocie grozi do 2 lat więzienia.


"Afera taśmowa" wybuchła w czerwcu 2014 roku. Ujawniono wówczas w tygodniku "Wprost" szczegóły rozmów polityków, w większości z Platformy Obywatelskiej. Konsekwencje dotknęły jedynie szefa MSWiA Bartłomieja Sienkiewicza, który podał się do dymisji. Kelnerzy m.in w restauracji Sowa i Przyjaciele nagrali ministrów MSWiA, MSZ i szefa NBP.

 

Polsat News