Ewakuacja około 100 manifestantów, którzy dotrwali do świtu, rozpoczęła się około godz. 5.30 i przebiegła bez incydentów.

 

"Powstań nocą"

 

Służby porządkowe usuwały rano z placu drewniane skrzynki i palety oraz pudła i kartony wykorzystywane przez demonstrantów, którzy prowadzą wiec okupacyjny pod hasłem "Nuit Debout", co w wolnym tłumaczeniu oznacza "Powstań nocą".

 

Ewakuacja "miała na celu usunięcie przede wszystkim stałych elementów wiecu", które demonstranci obiecali zdemontować w niedzielę wieczorem - poinformowała prefektura policji w Paryżu. Ale protestujący już zapowiedzieli, że nowy wiec odbędzie się w poniedziałek wieczorem - podało źródło we francuskiej policji.

 

 

Reforma prawa pracy

 

Mobilizacja na Placu Republiki rozpoczęła się 31 marca od protestu przeciwko przygotowywanej przez rząd nowelizacji prawa pracy we Francji, ale obecnie obejmuje już nie tylko przeciwników tej reformy - zwraca uwagę AFP. Wśród zabierających głos na placu są feministki, obrońcy imigrantów, ekolodzy, protagoniści sprawy palestyńskiej, zwolennicy walki z korupcją czy globalizacją.

 

W nocy z soboty na niedzielę doszło do incydentów, kiedy kilkaset osób chciało udać się pod dom premiera Manuela Vallsa, ale zostało rozproszonych przez policję przy użyciu gazu łzawiącego. Osiem osób zatrzymano; władze potępiły wyrządzone przez protestujących szkody - pisze dziennik "Le Figaro".

 

- Możemy rozmawiać (...), ale jeśli przekształca się to w przemoc, nie możemy tego tolerować - ostrzegł w poniedziałek sekretarz rządzącej we Francji Partii Socjalistycznej Jean-Christophe Cambadelis.

 

Rząd prezydenta Francois Hollande'a, który - według komentatorów - rozpaczliwie próbuje zmniejszyć przekraczające 10 proc. bezrobocie, twierdzi, że nowa ustawa o prawie pracy zachęci pracodawców do zatrudniania, szczególnie młodych ludzi. Ale związki zawodowe i studenci uważają, że ugodzi ona w ciężko wywalczone prawa pracownicze.

 

Projekt reformy prawa pracy ma być omawiany w Zgromadzeniu Narodowym począwszy od 3 maja.

 

PAP, fot. PAP/EPA/Ian Langsdon